[DENKO] Lipiec

[DENKO] Lipiec



Okeej, to denko będzie bardzo długie, więc lemoniada w dłoń i lecimy z tym postem! 


Nacomi czarne mydło
To moje pierwsze czarne mydło. Początkowo bardzo przeszkadzał mi jego zapach, jednak po kilu użyciach przyzwyczaiłam się. Mydło bardzo mocno oczyszcza twarz  i może być stosowane w dwojaki sposób: jako produkt do mycia twarzy oraz jako peeling enzymatyczny pozostawiony na 10 minut na twarzy. Ja stosowałam je tylko do twarzy, ale można umyć całe ciało przy wykorzystaniu tego produktu. Dla tych, co nie wiedzą czarne mydło wykonane jest ze zmiażdżonych czarnych oliwek oraz z oliwy.
Zdecydowanie kupię ponownie.



Tołpa dermo face sebio maska czarny detoks
Maska zamknięta jest w higienicznym opakowaniu, które podobno nie zasysa bakterii. Jest bardzo wygodne, a przez to, że tuba jest aluminiowa można zużyć je do samego końca. Jeśli "siedzicie" w maseczkach to pewnie kojarzycie, że maski z węglem i glinką nie powalają zapachem. Ta maseczka to zaprzeczenie tego. Mogłabym siedzieć w niej godzinami. Maseczka nie spływa z twarzy, genialnie oczyszcza. Jest to z pewnością jedna z lepszych "czarnych" masek.
Zdecydowanie kupię ponownie.



Tołpa dermo face sebio peeling 3 enzymy
Ponownie bardzo higieniczne opakowanie. Przyjemny tropikalno-wakacyjny zapach. Jest to pierwszy peeling enymatyczny, który sprawił, że czułam pod palcami złuszczony naskórek!
Zdecydoanie kupię ponownie. 


Bioderma sebum H2O płyn micelarny
Niemalże bezzapachowy produkt. Świetnie zmywa makijaż, nie podrażnia oczu. Często stosowałam tego produktu do odświeżenia twarzy, kiedy nie miałam na twarzy makijażu. Nie podrażnia.
Zdecydowanie kupię ponownie 


Krem O2 skin na noc
Recenzję na temat całej serii O2Skin można przeczytać tutaj. Świetnie nawilżał. Jednak pod koniec zaczynał mnie nudzić jego zapach.
Nie wiem czy kupię ponownie. 


Serum O2 skin 
Re-we-la-cy-jne! Recenzję również można przeczytać w tym poście. Skóra wyglądała po nim świetnie. Minusem jest opakowanie, które sprawiło, że w opakowniu zostało trochę produktu.
Zdecydowanie kupię ponownie.


Efektima probki peelingow
Próbki peelingów wystarczyły na jednokrotne wypeelingowanie całego ciała, więc nie mogę ocenić ich wpływu na kondycję skóry. Jednak najwięcej frajdy miałam przy peelingu węglowym, gdzie od stóp do głów byłam czarna jak...węgiel ;D
Nie wiem czy kupię ponownie. 


Czarna pasta do zebów
Uwielbiam. Jedyna pasta, która wybieliła zęby i poradziła sobie z osadem z herbaty, którą piję hektolitrmi. Więcej o tej paście można przeczytać w tym poście.
Zdecydowanie kupię ponownie (właściwie to już kupiłam) 




Tolpa green oils oczyszcznie zel miceralny
Nie mogłam znieść jego zapachu. Konsystencja fatalna, przepływała mi między palcami. I zawsze więcej wypływało z opakowania niż powinno. Bez szału.
Nie kupię ponownie. 


garnier fructis papaya hair food
Osobny post o tej masce jest już dostępny tutaj. Jak wiecie nie zachwyciła mnie ta wersja, jednak coraz bardziej napalam się na Macadamia Hair Food.
Kupię, ale inny rodzaj 


garnier mineral action control
Bardzo lubię te antyperspiranty. Zapewniają świetną ochronę latem. Nie powodują u mnie podrażnienia oraz nieprzyjmenego swędzenia.
Zdecydowanie kupię ponownie 


vabun for lady no 5
O tym zapachu możecie przeczytać tutaj. Do samego końca lubiłam po niego sięgać, jednak nie jestem przekonana czy kupię ponownie. Lubię szukać nowych zapachów.
Nie wiem czy kupię ponownie


jenny glow blacberry&bay
O tym zapachu możecie przeczytać tutaj. Idealny na lato. Zapach jeżyn uprzyjemniał niejeden upalny dzień. Jednak był mało wydajny i szybko się skończył. Cała recenzja znajduje się tutaj.
Nie wiem czy kupię ponownie.


healthy bb bourjois
O tym kremie BB możecie przeczytać tutaj. Zdecydowanie moja ulubiona seria jeśli chodzi o podkłady czy kremy BB to Healthy Mix. Pomimo 3 odcieni, pierwszy idealnie do mnie pasuje. A teraz kiedy moja skóra już tak bardzo się nie przetłuszcza, był idelany.
Zdecydowanie kupię ponownie. 


tusz: paradise, temptation, eveline celebration 
Trzy tusze, które stały się hitem blogosfery. Paradise, który pięknie podkreślał rzęsy. Jednak się osypywał. Temptation, który genialnie pachniał kokosem. Jednak się osypywał i nie zachwycił mnie do tego stopnia, żebym wróciła do niego podobnie. Eveline celebration - posiadanie już 3 opakowania o czymś świadczy, czyż nie? Zdecydowanie to mój ulubieniec.
Loreal Paradise, Maybelline Temptation - zdecydowanie nie kupię ponownie
Eveline celebration - kupię ponownie.


Uff, i to tyle! Zdjęcia pustych opakowań wstawilam celowo - staram się zużywać większość kosmetyków jakie mam. A jeśli mi nie odpowiadają dzielę się nimi z innymi :) 



[MIESIĘCZNIK LIPIEC] Torebka, rysunek i dwie sukienki

[MIESIĘCZNIK LIPIEC] Torebka, rysunek i dwie sukienki


Jesteśmy mistrzyniami w narzekaniu - to gdzieś po części prawda. Analizując nasze codzienne spotkania i przywitania bardzo często na pytanie: "Co u Ciebie słychać?" odpowiadamy, że "nic" albo zaczynamy wymieniać lawinę złych rzeczy, które zadziały się w naszym życiu. A co gdyby zapytać: "Co dobrego u Ciebie?". Zmusza do zastanowienia, prawda?

Dlatego w ramach odpoczynku od kosmetyków, co miesiąc będę pysznie chwalić się tym, co w moim życiu zadziało się dobrego. Wszystko w czasie przeszłym, by podsumować miesiąc a nie napisać kolejną obietnicę,którą wątpię, że spełnię. 


DIY - marzyłam o słomkowej - słomianej torebce, ale cena przekraczająca czasami 150 zł była zaporowa. Nawet Aliexpress nie pomogło, sugerując takie torebki za 70-80 zł. Dlatego jak grom z jasnego nieba pojawił się wpis Kasi Ogórek z bloga Twoje DIY, która pokazała tutorial, gdzie taką torebkę można było mieć za 19,90! Dlatego przeszukałam dom i tak oto powstała moja torebka.
Za rączki posłużyły mi rączki od jakiejś podróbki Obaga, którą nawet nie pamiętam skąd ją mam. Pompony wykonałam z białego sznurka, który również oplotłam dookoła torebki. Jest bardzo naturalna w stonowanych kolorach, dlatego myślę aby doczepić do niej kolorowe pompony! Do wnętrza wszyłam czarną podszewkę i mam swoją wymarzoną torebkę.

Przeglądając Elle znalazłam rubrykę, gdzie znalazłam rubrykę ze zdjęciami okładek z poprzedniego opublikowanymi przez Instagramowiczów. Pomyślałam, że to świetny pomysł. Stworzyłam zdjęcie - według mnie najlepsze jakie jest na moim Instagramowym profilu - i dodałam. Wiem, że brzmi to pyszałkowato, ale oceńcie sami. Może to tylko moje wyobrażenie ;)


Spróbowałam. Niestety się nie udało - czy będę próbować dalej? Nie wiem, nie chcę robić czegoś na siłę i co miesiąc zasypując Instagrama takimi zdjęciami.


Kolejnym wielkim marzeniem było narysowanie mnie przez Magical Illustration. Może nie do końca mnie, tylko mojej stylizacji. Ogromny talent! Koniecznie zajrzyjcie na jej Instagram. A dla mnie szok był jeszcze większy, gdyż w swojej pracy uchwyciła każdy szczegół i narysowana przez nią postać wygląda...tak jak ja!


Sukienki - ten kto mnie zna, wie że mogłyby dla mnie nie istnieć. Jednak w panujące upały postanowiłam zamienić swoje przyzwyczajenia i zacząć ubierać się w sukienki oraz spódniczki. Najlepszym zakupem tego lata była sukienka Infinity Dress polecana przez blogerkę AniaMaluje. Jeszcze większym szokiem dla mnie było pojawienie się mojego zdjęcia w tej sukience u niej na blogu! Tutaj możecie przeczytać ten post :) Naprawdę cieszą mnie takie rzeczy.

Oprócz sukienki Infinity Dress stałam się posiadaczką chyba najmodniejszej sukienki tego lata. Swoją zamówiłam w sklepie Selfieroom - zdecydowanie mój ulubiony sklep internetowy. Jeszcze "czaję się" na spódniczkę również w takim stylu. Czyż nie są cudowne?

źródło zdjęcia: https://www.selfieroom.pl/pl/p/Spodniczka-GAMMA-zielona/13603

Nauczyłam się pić 1,5 litra wody dziennie. Naprawdę dla mnie to duży sukces, gdyż rzadko kiedy odczuwam pragnienie. Upały sprawiły, że zaczęłam kombinować z różnymi dodatkami do wody. Zdecydowanie moim ulubionym połączeniem jest woda z plasterkiem cytryny, grapefruita oraz pomarańczy.


Odkryłam również genialny kanał na YouTube - House of makeup.Nie mogę oderwać się od makijaży tworzonych przez Małgosię. Naprawdę już dawno nikt tak mnie nie zachwycił. A jej szczerość i takie otwarte podejście powoduje, że chcę oglądać więcej i więcej. No i w końcu mogę naśladować makijaże jakieś Youtuberki na swoich oczach - Małgosia, tak jak ja, posiada opadającą powiekę. Jeśli również jesteście posiadaczkami takiego typu powieki, a nie wiecie jak się malować odwiedźcie ten kanał.

Po sesji długo nie mogłam powrócić do blogowania - potrzebowałam przerwy. Zdecydowanie. Jednak teraz planuję, organizuję i piszę posty na zapas, by w razie kolejnej "blogowej depresji" nie zos
tawić Was z niczym.


Przyznałam się sama przed sobą, że "troszkę" mi się przytyło. Dlatego postanowiłam zacząć trochę świadomiej się odżywiać. Zmorą dla mnie było nieregularne jedzenie. Od ponad 2 tygodni jadam posiłki co 3 godziny i jestem niemiłosiernie z tego dumna.A jeszcze bardziej dumna jestem z tego, że kompletnie przestało ciągnąć mnie do słodyczy! Zastanawiam się również nad dietą dr Dąbrowskiej - jeśli korzystałyście z niej koniecznie podzielcie się swoimi odczuciami na jej temat. Niestety nadal nie mogę zmotywować się do ćwiczeń.


Założyłam dziennik inspiracji. Z racji tego, że na zajęcia jeżdżę często pociągiem zawsze lubię mieć jakąś gazetę ze sobą. Bardzo często chciałabym kilka rzeczy zachować na dłużej, jednak nie mam miejsca żeby magazynować stertę  czasopism. Dlatego też kupiłam gruby zeszyt, tonę kleju i zaczęłam przyklejać to, co chciałabym mieć na dłużej. Są to różne stylizacje, przepisy, jakieś ciekawe artykuły, makijaże czy po prostu fajne zdjęcia.Trochę staroświeckie, ale gdzieś wewnątrz taka właśnie jestem ;D


Doszłam do perfekcji robiąc caffe latte, bez ekspresu, który posiada właśnie taką funkcję. Obecnie nie wyobrażam sobie poranka bez wypicia szklanki latte. Cudowna i wyczekiwana chwila. Chociaż krowie mleko nie ma dobrego wpływu n
a moją cerę - nie potrafię sobie jej odmówić.

Większość tekstów czy informacji z ostatniej chwili pojawia się na moim instagramowym koncie. Jeśli chcecie być na bieżąco - zapraszam. Aby przenieść się na mój profil, wystarczy kliknąć w poniższy baner.

A Wam, co dobrego przytrafiło się w lipcu? 


Ziaja Natrualny Oliwkowy Balsam do ciała skóra sucha i normalna

Ziaja Natrualny Oliwkowy Balsam do ciała skóra sucha i normalna

Nie tylko sklepowe półki, ale i nasze - blogerskie - uginają się pod nadmiarem kosmetyków. Mam wrażenie, że najszybciej pojawiającymi się nowościami w drogeriach są smarowidła do ciała: masła, balsamy, balsamy pod prysznic. Można wybierać nie tylko w konsystencji, ale i w zapachach czy formułach. Zdecydowanie są to kosmetyki, które zużywam najwolniej i jestem najmniej systematyczna.

Co o tym kosmetyku mówi producent?

Aktywny balsam o intensywnym działaniu odżywczym do pielęgnacji skóry suchej i normalnej.
  • Doskonale wygładza skórę oraz likwiduje uczucie szorstkości.
  • Przyspiesza proces regeneracji naskórka.
  • Intensywnie i trwale nawilża zapobiegając nadmiernej utracie wody.
  • Wyraźnie wzmacnia naturalną barierę ochronną skóry.
  • Wpływa kojąco na naskórek, szczególnie w miejscach skłonnych do podrażnień.

Balsam oliwkowy trafił do mnie w sytuacji, gdy chciałam się szybciej opalić (miał być przyspieszaczem opalania), a następnie okazał się świetnym ukojeniem po kąpielach słonecznych. Kosmetyk przeznaczony jest do skóry suchej oraz normalnej.

Balsam znajduje się w okrągłej butelce z zamykaniem na kilk. Jest to bardzo wygodę, a samo zamknięcie solidne.W konsystencji balsam jest biały, lejący. O bardzo przyjemnym zapachu. Delikatnym, świeżym. Balsam wchłania się szybko, jednak przez pewien czas pozostawia olejową  warstwę. Nie jest uciążliwa - wierzcie mi, należę do osób, które nienawidzą filmu, który powstaje po niektórych balsamach. Skóra jest ukojona i nawilżona. Jednak aby dokładnie się nim wysmarować potrzeba go sporo - niestety cierpi na tym jego wydajność. Ale rekompensuje to cena,około 13 zł.

Balsam świetnie sprawdza się również po goleniu - niweluje suchość łydek, łagodzi podrażnienia. Świetnie nawilża suche obszary ciała - kolana, łokcie. Dzięki swojej formule nie tylko nawilża, ale również natłuszcza skórę.

Skład: Aqua (Water), Isopropyl Myristate, Glycerin, Paraffinum Liquidum (Mineral Oil), Dicaprylyl Ether, Helianthus Annuus (Sunflower) Seed Oil, Cera Microcristallina (Microcristalline Wax), Paraffin, Diisostearoyl Polyglyceryl-3 Dimer Dilinoleate, Dimethicone, Magnesium Sulfate, Olea Europaea (Olive) Fruit Oil, Panthenol, Tocopheryl Acetate, Hydrogenated Castor Oil, Cera Alba (Beeswax), BHA, Sodium Benzoate, 2-Bromo-2-Nitropropane-1,3-Diol, Parfum (Fragrance), Linalool, Citronellol, Hexyl Cinnamal, Geraniol, Benzyl Salicylate, Benzyl Alcohol, Limonene, Hydroxycitronellal, Citral, Amyl Cinnamal, Cinnamyl Alcoholm, Citric Acid.

Przypominam, że jeśli szukacie więcej informacji albo po prostu podoba Wam się stylistyka zdjęć, możecie zacząć obserwować mnie na Instagramie, gdzie jestem dostępna dużo częściej i aktywniej niż na blogu ; )
Aby przenieść się na instagram wystarczy kliknąć w poniższy baner ;)



Co sądzicie o kosmetykach Ziaji? Stosujecie je?
Neess Baza Peel Off - hit czy kit?

Neess Baza Peel Off - hit czy kit?

Mam wrażenie, że o tej bazie zostało powiedziane i napisane już wszystko, ale czuję się zobowiązana aby opowiedzieć Wam swoje wrażenia dotyczące tego produktu.


Otrzymałam tę bazę na konferencji Meet Beauty w kwietniu. Zapowiadała się rewelacyjnie - bo przecież ściąganie hybryd to najbardziej upierdliwa i znienawidzona robota i chyba każda z nas marzy, żeby zdjąć ją jednym ruchem bez uszkadzania płytki paznokcia.
Baza peel off nie wymaga utwardzania. Nakłada się ją na paznokcie pamiętając o zabezpieczeniu wolnego brzegu paznokcia. Jest to bardzo ważne, gdyż inaczej baza nie będą się dobrze trzymać. Baza wysycha sama, a w ramach kolejnego kroku nakładamy lakier hybrydowy i utwardzamy zgodnie z zaleceniami producenta.

Moje uwagi odnośnie bazy:
- pierwsza próba skończyła się zmyciem lakieru. Po samoistnym wyschnięciu bazy pierwsza warstwa lakieru spłynęła z paznokcia.Dosłownie zrolowała się, wyglądała nieestetycznie. 
- po zmyciu na paznokciach pozostaje klejąca warstwa, która nie schodzi po zmyciu cleanerem - tak jak zapewnia producent
- dugie podejście do bazy zrobiłam na paznokciach u stóp. Niestety po dwóch dniach lakier odpadał z paznokci w najmniej oczekiwanych momentach - śmiałam się, że wprowadzam nową modę na noszenie hybryd: dwa paznokcie pomalowane, a trzy nie.
- trzecie podejście znowu miało miejsce na paznokciach dłoni - niestety, baza ponownie zrolowała się pod lakierem, co starałam się uchwycić na poniższych zdjęciach:



- po zdjęciu bazy paznokcie były ochydnie oklejone klejem, który ciężko zmyć. Część paznokci została naderwana
- z racji tego, że paznokcie odchodzą 'same' mam wrażenie, że istnieje większe ryzyko złapania 'czegoś' gdyż paznokcie podhaczają się dostaje się pod nie woda, bakterie i inne stworzątka
- zapach bazy jest okropny - osobiście maluję paznokcie na wdechu, żeby tylko nie czuć tego chemicznego zapachu (nie wiem dlaczego, ale pierwsze moje skojarzenie z tym zapachem to rzeczy z Chin i ten ich specyficzny zapach)

Nie chciałam oceniać tej bazy po jednym użyciu, jednak niestety - nie jest to produkt godny polecenia. U mnie kompletnie nie współpracuje z lakierami, a testowałam go na lakierach takich marek jak Ness, Semilac oraz Neonail. Pomimo utwardzenia hard topem z NeoNail potrafiły odpaść.

Przypominam, że jeśli szukacie więcej informacji albo po prostu podoba Wam się stylistyka zdjęć, możecie zacząć obserwować mnie na Instagramie, gdzie jestem dostępna dużo częściej i aktywniej niż na blogu ; )
Aby przenieść się na instagram wystarczy kliknąć w poniższy baner ;)



Jestem ciekawa czy macie jakieś doświadczenia z tą bazą - co sądzicie?
Nowości kosmetyczne: Bielenda, Nacomi, Yope

Nowości kosmetyczne: Bielenda, Nacomi, Yope


W ostatnim czasie miałam mały detoks od zakupów kosmetycznych. Jednak wiecie jak to jest - idziecie na zakupy polować na wyprzedażach, a kończy się jak zawsze. I u mnie właśnie tak się stało. Skusiłam się na kosmetyki, które od dawna za mną chodziły. Nie ma tego dużo - bo zapasy nadal są ogromne, ale posty nowościami są zawsze miło przez Was przyjmowane, dlatego - zapraszam!

Bielenda Professional - Maska algowa do twarzy z aktywnym węglem

Maska przeznaczona jest dla cery zanieczyszczonej. Zauważyłam, że w czasie upałów moja skóra potrzebuje głębokiego oczyszczenia. Maskę nakłada się również na powieki i usta, a po zastygnięciu ściąga się ją w całości z twarzy. Zdecydowanie lubię takie rozwiązania. Produkt pochodzi z serii przeznaczonej do salonów kosmetycznych, jednak jest ogólnodostępny w większości drogerii internetowych.
Pojemność: 260 g
Cena: 34,99 zł

Nacomi Kessa Hammam Rękawica do kąpieli

Uwielbiam peelingi. Jednak lubię testować też inne rozwiązania. Jakiś czas temu testowałam rękawicę peelingującą z Rossmanna - szczerze mówiąc nie zachwyciła mnie. Słyszałam, że rękawica Kessa należy do tych "pożądnych" zdzieraków - takie uwielbiam. Rękawica może być stosowana solo lub w tzw. rytuale Hammam (jest to marokański rytuał z wykorzystaniem czarnego mydła). Wykonana jest ona z lnu (70%) oraz bawełny (30%).
Cena: 14,99 zł

Yope Kwiat Lipy Naturalny Żel pod Prysznic

Najpiękniejszy zapach późnej wiosny i wczesnego lata to zapach kwitnących lip. Uwielbiam go i bardzo żałuję, że herbatki z lipy tak nie pachną. Żel zamówiłam z nadzieją, że będzie właśnie słodki, delikatny i kojący. Sam żel bogaty jest w roślinne ekstrakty z różnych nasion i roślin, m.in. nagietka, rumianku czy lnu. Produkty marki Yope są w 93% naturalne.
Pojemność: 400 ml
Cena: 17,90 zł

Mohani Bambusowa szczoteczka do zębów

Zdecydowałam się na zakup bambusowej szczoteczki. Włosie wykonane jest z nylonu, który nie zawiera BPA oraz nie podrażnia dziąseł i nie rysuje szkliwa. Rączka wykonana jest z bambusa - w pełni biodegradowalna. Koszt jej porównywalny jest z kosztem tradycyjnej szczoteczki wykonanej z plastiku,a wpływ na planetę kompletnie odwrotny!
Cena: 12,99 zł

Możecie zauważyć, że zakupy poszły w stronę naturalną - eco. Nie jestem jakąś fanatyczką, jeśli chodzi o te kosmetyki, ale są one na tyle atrakcyjne i cenowo i zapachowo i wizualnie, że aż ciężko się im oprzeć ;)

Przypominam, że jeśli szukacie więcej informacji albo po prostu podoba Wam się stylistyka zdjęć, możecie zacząć obserwować mnie na Instagramie, gdzie jestem dostępna dużo częściej i aktywniej niż na blogu ; )
Aby przenieść się na instagram wystarczy kliknąć w poniższy baner ;)



Jestem bardzo ciekawa czy znacie coś z moich nowości! Koniecznie dajcie znać w komentarzach ;)



Garnier Fructis Regenerująca maska Papaya Hair Food - jak zadziałała na włosach wysokoporowatych?

Garnier Fructis Regenerująca maska Papaya Hair Food - jak zadziałała na włosach wysokoporowatych?

Jakiś czas temu Instagram oszalał na punkcie nowych masek od Garniera. Dokładnie chodzi mi o serię Garnier Hair Food, która wyróżnia się wyjątkowo kolorowymi i rzucającymi się w oczy opakowaniami. Są piękne - to prawda! I sama jestem zauroczona grafiką, jednak jak działają?

Ja jako pierwszą postanowiłam przetestować maskę w wersji Papaya. Chociaż w tej gamie kosmetycznej znajdziemy jeszcze maskę bananową, z jagodami goji oraz macadamia. Każda z nich przeznaczona jest do innego rodzaju włosów i ma inne zadanie. Jednak każdą z tych masek możemy używać w trojaki sposób:
1. Jako odżywkę
2. Jako maskę pozostawioną na 3 minuty na włosach
3. Jako pielęgnację bez spłukiwania, naniesioną na mokre bądź suche włosy
Przetestowałam każdy z tych sposobów. Dla przypomnienia dodam, że moje włosy są wysokoporowate, z tendencją do puszenia się.

I tak jako odżywka produkt spisywał się poprawnie. Włosy można było łatwiej rozczesać, były delikatnie dociążone. Niestety...to tyle.  Maska z kolei przeciągnięta na włosach (tj. trzymana dłużej niż 3 minuty) powodowała bardzo mocne dociążenie włosów i ich "przylizanie". Włosy wyglądały źle. Zupełnie tak jakby potrzebowały umycia, pomimo że dopiero co wyschły. W pielęgnacji bez spłukiwania maska odpowiadała mi najbardziej. Świetnie zabezpieczała końcówki włosów, wyglądały one na zadbane i idealnie nawilżone.


Dużym plusem jeśli chodzi o tę maskę jest z pewnością jej struktura - gęsta, treściwa niczym gęste smoothie na bazie banana i awokado. No i zapach utrzymujący się na włosach do kolejnego mycia. Cudowny, intensywny chociaż mam wrażenie, że bardziej przypominający soczystą brzoskwinię niż papaję.
Maska w 98% składa się z produktów pochodzenia naturalnego. Jeśli chodzi o same właściwości papai to ma ona na celu: regeneracje, nawilżenie, oczyszczenie, tonizowanie, kojenie, odbudowuje oraz magazynuje kolagen.


Biorąc pod uwagę obietnice producenta, warto przyjrzeć się składowi:
Skład: Aqua / Water, Cetearyl Alcohol, Glycerin, Isopropyl Myristate, Stearamidopropyl Dimethylamine, Carica Papaya Fruit Extract / Papaya Fruit Extract, Phyllanthus Emblica Fruit Extract, Glycine Soja Oil / Soybean Oil, Sodium Hydroxide, Helianthus Annuus Seed Oil / Sunflower Seed Oil, Coco-caprylate/caprate, Cocos Nucifera Oil / Coconut Oil, Hydroxypropyl Guar Hydroxypropyltrimonium Chloride, Caprylic/capric Triglyceride, Caprylyl Glycol, Citric Acid, Tartaric Acid, Cetyl Esters, Potassium Sorbate, Salicylic Acid, Caramel, Linalool, Geraniol, Limonene, Parfum / Fragrance

A teraz będę nieperfekcyjną blogerką i pokaże Wam puste opakowanie, a co!


Moje włosy nie przepadają za olejem kokosowym. Wyglądają po nim źle. Obawiam się, że przez obecność go w składzie maska wypadła u mnie kiepsko. Porównując go z innymi maskami, które miałam okazję testować to maski Kallos niczego nie odbiegają od efektów, jakie uzyskałam po tej masce na moich włosach.

Jestem bardzo ciekawa co Wy sądzicie o tej (lub innej z tej serii ) masce. Polubiliście?
Copyright © 2014 Beauty by Miritirllo , Blogger