Odkrycia roku

Odkrycia roku


Koniec roku to dobry czas na podsumowania. I nie dotyczy to tylko podsumowań życia: tego co przeżyliśmy, o czym chcielibyśmy zapomnieć oraz w jakie miejsce się przenieść. To dobry czas na zastanowienie się co pozytywnie wpłynęło na nas samych.

A wpływa na nas wiele czynników. Ludzie, otoczenie, miejsca. Również kosmetyki. Bo przecież nakładamy je tonami na siebie i liczymy na jakiś cud. Dzisiaj chciałabym pokazać wam to, co wywołało u mnie efekt wow. Nie tylko w kwestii kosmetycznej, ale również markowo-jakościowej.


Catrice  HD Liquid Coverage odcień 010 Light Beige

Poszukiwania tego podkładu trwały wieczność. A to wszystko przez was! Oczywiście żartuję, ale to w dużej mierze wy swoimi opiniami na temat tego produktu sprawiłyście, że pragnęłam go mieć. Zdobyłam go na otwarciu drogerii Hebe - rozchodził się jak ciepłe bułeczki.

Ale co mogę o nim powiedzieć? 

Jest to jeden z lepszych podkładów jakie miałam. Krycie oceniam na naprawdę mocne. Bez problemu radzi sobie z przebarwieniami potrądzikowymi - zakrywa je już po pierwszej warstwie. Nie podkreśla porów. Podkreśla suche skórki, ale pokażcie mi podkład, który tego nie robi! Konsystencja jest dość rzadka. Spływa z dłoni, ale nie utrudnia to jego aplikacji. Myślę, że najlepiej nakładać go gąbeczką albo palcami. Efekt jaki wtedy uzyskujemy jest najbardziej zbliżony do cery idealnej.

Jak na podkład za tę cenę [w drogeriach Hebe: 27,99 zł] jest naprawdę genialny. Nie dziwię się, że tak ciężko znaleźć go zarówno stacjonarnie, jak i online.
Jedynym minusem jaki ja dostrzegam to mała gama kolorystyczna. Podkład posiada 4 odcienie. Dla mnie 010 jest idealne, ale wiem, że niektórzy narzekają, że nie ma odcienia pomiędzy 010 a 020.

Czy polecam ten podkład? Tak. Za krycie. Za trwałość - na mojej tłustej cerze, przypudrowany pudrem ryżowym utrzymuje się do sześciu godzin. Za aspekt finansowy. I za przepiękne, wyglądające trochę luksusowo i elegancko, opakowanie.


Resibo, płyn micelarny

Z produktami naturalnymi u mnie jest różnie. Na początku działają, pozostawiając po sobie genialny efekt. Później zaczynam je chwalić, aż je przechwalę.

Z marką Resibo spotkałam się, gdy pojawiła się bodajże w czerwcowym Chillboxie. Pierwsze co rzuca się w oczy to przepiękne, naturalne, opakowanie. Sama oprawa kosmetyku sprawia, że chcemy po nie sięgać. Dużym plusem jest forma atomizera. Pompka nie zacina się, aplikuje odpowiednią ilość produktu. Zapach według mnie jest typowo...apteczny. Mi to jednak nie przepada, bo lubię jak kosmetyk tak właśnie pachnie. 
Bardzo dobrze zmywa makijaż. Nie powoduje przesuszenia skóry. Nie podrażnia oczu [bo stosuję go również do demakijażu tej części twarzy]. 

Rzadko zdarza się, że wracam do jakiegoś produktu. Do tego wracam z przyjemnością. Jest to moja już druga butelka płynu micelarnego tej firmy. Oceniam go jako jeden z najlepszych, naturalnych, płynów micelarnych. Z półki typowo drogeryjnej niezastąpionym produktem jest micel od Garniera, szczególnie w wersji różowej.

Za 150 ml tego produktu musimy zapłacić 49,00 zł. Czy to jest dużo, czy mało? Nie wiem. Ale wiem, że moja skóra dostaje składniki z wiadomego pochodzenia, naturalne, dobre dla niej. 

Renee

Sklep odkryłam zupełnie przypadkiem. Przejrzałam ofertę, wiele rzeczy wpadło mi wtedy w oko. Jednak długo trwało zanim zdecydowałam się na kupno obuwia przez internet. Nie do końca wierzyłam opinią. Bo jak za tak niską cenę, obuwie może być wygodne?
Teraz z czystym sumieniem powiem wam,że może być. Buty jakie zamówiłam na tej stronie są najwygodniejszymi jakie miałam. Noszę je niemal dzień w dzień i nic złego się z nimi nie dzieje. 

Oferta tego sklepu jest naprawdę bardzo szeroka. Dla mnie ogromnym plusem jest to, że rozmiarówka zaczyna się od rozmiaru 35 [tak, tak, mam rozmiar stopy 35 - jeszcze jakieś pytania?].
Ceny są niewyobrażalnie niskie. Dodatkowo bardzo często można trafić na promocję. A jeśli kupicie coś za więcej niż 150 zł wysyłkę macie w gratisie. Kontakt ze sklepem jest bardzo dobry. Niedługo trzeba czekać na odpowiedź zwrotną. 

I te opakowania...buty przychodzą tak pięknie zapakowane. Możecie go później wykorzystać do czegokolwiek chcecie - ja przechowuję w nim zapasy kosmetyków :)


Lakiery Golden Rose, Rich Colour Maxi Brush

Zdecydowanie najlepsze na rynku. Paznokcie maluję rzadko, ze względu na swój profil studiów. Kiedy jednak wiem, że mogę mieć pomalowane paznokcie sięgam właśnie po te lakiery.
Przeogromnie duża gama kolorystyczna, więc ze spokojem każdy znajdzie coś dla siebie. Jeśli chodzi o trwałość u mnie wytrzymują do siedmiu dni. Uważam, że jest to dużo jak na zwykły lakier. Cena również jest atutem, jeśli spojrzymy na objętość. Bo otrzymujemy aż 10,5 ml produktu, co naprawdę ciężko jest wykończyć ; )



Gym Hero

Przez instagram zachłysnęłam się tą marką. Ich profil (jeśli nie znacie koniecznie zajrzyjcie na @gymhero_official ) to nie tylko miejsce, gdzie reklamowane są ich produkty. To również miejsce, gdzie znajdziecie mnóstwo motywacji do ćwiczeń, zdrowego odżywiania. 
Uwielbiam ten sklep i gdybym mogła chodziłabym w ich rzeczach codziennie. Niektórzy powiedzą, że ceny są wysokie. To prawda, ale to naprawdę wysokiej jakości odzież sportowa. Taka, która po pierwszym kontakcie z pralką nie nada się do wyrzucenia, tylko taka, która będzie służyła wam na lata.
Wysyłka jest darmowa. Kontakt ze sklepem bardzo dobry. Ja ze zniecierpliwieniem czekam na nową kolekcję ;)

W swoim zestawieniu chciałam wam pokazać rzeczy, które zrobiły na mnie ogromne wrażenie i były odkryciem 2016 roku.  To własnie te rzeczy najbardziej zapadły mi w pamięć.

A wy, co odkryliście w 2016 roku? 

Jeśli chcecie, możecie zajrzeć na mojego instagram ( @panna_z ), gdzie często dzielę się z wami nowościami i tym co aktualnie mnie zachwyca. Dodatkowo wszystkie podstrony bloga działają już prawidłowo :)


Na Nowy Rok życzę Wam dalszej pasji w blogowaniu. Dużo pomyślności, a przede wszystkim zdrowia! ;)
DIY - kubek handmade krok po kroku

DIY - kubek handmade krok po kroku


Dostałaś niespodziewane zaproszenie na spotkanie, gdzie będziesz musiała obdarować kogoś prezentem? A może nie masz pomysłu co podarować bliskiej osobie i nie chcesz żeby było to coś oklepanego, bezużytecznego  - a wręcz przeciwnie, żeby miało to jakąś wartość? Nic bardziej prostego.

W ostatnim czasie coraz bardziej popularne są kubku handmade. Jednak ich ceny często osiągają wartość kilkudziesięciu złotych. A równie prosto i szybko można stworzyć taki kubek samemu. Bez problemu możemy stworzyć napis, rysunek czy element graficzny, który tylko chcemy, albo o którym marzy osoba obdarowywana, ale nigdzie nie może go znaleźć.

  • kubek - wystarczy najprostszy biały (lub jakikolwiek chcecie) kubek ceramiczny czy porcelanowy. Na rynku, a szczególnie w sklepach typu Pepco czy Ikea znajdziecie dowolny krój kubka. Cena jego jest niewielka. Ja swój kubek kupiłam w Pepco. Wybrałam klasyczną wersję o pojemności 375 ml. Myślę, że fajnym pomysłem byłoby również kupienie filiżanki oraz talerzyka i wykonanie na nim jakiegoś ciekawego wzoru - wtedy prezent byłby bardziej elegancki i z pewnością nadałby się dla osoby, którą darzycie szacunkiem. Znajomi z pewnością ucieszą się z klasycznego kubka. A "kawopijca" z ogromnego kubka z jakimś napisem nawiązującym do jego nałogu :)
  • farbki/markery/konturówki do porcelany - ja z powodzeniem stosuję marker. Jednak nie w każdej sytuacji jest on wygodny. Tyczy się to głównie drobnych elementów, które chcecie odrysować bądź namalować na kubku. Zdecydowanie bardziej polecam wtedy konturówkę. Ja swoje markery kupuję na allegro - nie są one drogie. Koszt jednego to około 9 zł, a starcza na namalowanie naprawdę sporej ilości kubków. Swego czasu farbki do porcelany były dostępne w Empiku. Ja swoją srebrną konturówkę (widoczną na zdjęciu) kupiłam właśnie tam. Zapłaciłam za nią 14 złotych. Nie jestem w stanie powiedzieć czy to cena regularna czy jakaś cena na dowiedzenia, bo była ona jedną z ostatnich dostępnych konturówek.
  • waciki/patyczki do uszu/papier/ręczniki - czyli wszystko to co pozwoli na wprowadzenia jakichkolwiek poprawek w waszym projekcie. Ja, jeśli wykonuję kubek z napisem, do poprawek używam wacika - tak jest mi po prostu wygodnie. Jeśli z kolei mam wykonać coś bardzo precyzyjnego sięgam po niezastąpione patyczki do uszu. Papier i ręcznik to sytuacja ekstremalna, gdzie pozbywam się jednym ruchem całego (nieudanego) projektu.


  1. Planujemy jak ma wyglądać nasz kubek. Zastanawiamy się czy ma być to napis: jeśli tak, to jaki? Jeśli decydujemy się na rysunek i co grosza nie jesteście obdarowani talentem plastycznym (tak jak ja ;) ) możecie wydrukować sobie dowolny szablon. Przykładowe szablony będą czekały na was w formie PDF na końcu posta.
    Trick: napisy najlepiej potrenować sobie na kartce. Zaplanować ich rozmieszczenie, wielkość liter. Bardzo często zdarza się, że to co sobie zaplanowaliśmy nie mieści się na kubku, bo np. odstępy między literami są za szerokie, a litery za wysokie.
  2.  Do malowania kubka najlepiej wybrać miejsce dobrze oświetlone. I przede wszystkim twarde. Nie zapominajcie, że kubek nie jest idealnie kwadratowy tylko bardziej owalny. Będzie to utrudnieniem przy pracy, bo może wam delikatnie przesuwać się czy to w prawo czy w lewo. Także najważniejsza jest stabilizacja dłoni, niemalże jak przy malowaniu kreski eyelinerem ;)
  3. Jeśli wasz projekt zawiera wiele elementów lepiej nie rysować wszystkiego na raz. No chyba, że chcecie zaczynać od początku. Osobiście stosuję metodę, że najpierw napis, a następnie jakieś elementy graficzne. Bo już nieraz rozmazałam przypadkowo dłonią stworzony fragment.
  4. Szablon. Ja zazwyczaj szukam takich, które są zamalowane na czarno. Wycinam kwadrat dookoła wzoru oraz całą czarną zawartość z szablonu. Mocuję go do kubka taśmą klejącą. I po prostu koloruję środek. Nic prostszego.  Czekam około 30 minut aż farba przyschnie, odklejam delikatnie taśmę klejącą.
    Trick: Niekiedy krawędzie elementu są krzywe. Wyglądają jakby były niedorobione lub zrobione niechlujnie. Po wyschnięciu kubka można to bez problemu wyrównać stosując do tego...linijkę. Jak? Wystarczy przyłożyć linijkę i pociągnąć w bok. Farba nie jest jeszcze "wpieczona" w ceramikę przez co odejdzie bez większego kłopotu.
  5. Farba musi wyschnąć. Czas jaki na to potrzebuje to około 4-6 godzin w zależności od warstwy.
  6. Pieczenie. Farbę, żeby trwale zagościła na naszym kubku, musimy wpiec w dany materiał. Na każdym opakowaniu farby mamy informację na ten temat. Zazwyczaj jednak jest to temperatura 160 stopni przez 90 minut.
    Trick: Żeby nie marnować prądu ja kubki wkładam do piekarnika wraz z ciastem, mięsem lub czymkolwiek innym co musi się upiec. Piekę przez to dwie pieczenie na jednym ogniu.
  7. Po utrwaleniu kubki są gotowe do użytkowania. Dzięki zapieczeniu farby można je myć w zmywarce i nic się z nimi nie dzieje.
  8. Wystarczy zapakować prezent. Dobrym pomysłem jest przyczepienie do rączki kubka własnoręcznie wykonanej winietki z informacją, że jest to kubek handmade jednak mimo waszej dbałości o jakoś użytkowania może robić z tym kubkiem co mu się żywnie podoba ;)


Mam nadzieję, że w miarę jasno przedstawiłam wam proces powstawania takich kubków. Niektórym takie prezenty się to podobają, innym nie. Dla mnie jest to naprawdę o wiele lepsza forma podarunku, niż kupiony kolejny bibelot w sklepie za pięć złotych, z którym później i tak nie mamy co zrobić. Tak jak wspominałam wcześniej, zostawiam do waszej dyspozycji szablony, z których ja najczęściej korzystam. Mam nadzieję, że przydadzą się one komuś i, że stworzenie takiego kubka będzie dla was fajną formą zabawy.
Szablony dostępne są → Szablony PDF

Jakie jest wasze podejście do tematu DIY? Staracie się tworzyć samemu czy raczej idziecie na łatwiznę i kupujecie?

Plan pielęgnacyny: mała-wielka pielęgnacja

Plan pielęgnacyny: mała-wielka pielęgnacja


Świat już dawno oszalał na punkcie azjatyckiego sposobu dbania o urodę. Ceny kosmetyków w Europie czasami są horrendalnie wysokie, więc nierzadko sięgamy po kosmetyki z różnych wschodnich portali. Bezpieczeństwo stosowania takich produktów to już temat na kolejną dyskusję - bo opinii jest wiele. Jednak czy, żeby pielęgnacja była skuteczna musi obejmować wieloetapowy proces pielęgnacyjny?


Szczerze mówiąc swego czasu i ja wpadłam w wir takiego dbania o swoją cerę. Książkę "Sekrety urody Koreanek" autorstwa Charlotte Cho mogłam cytować w środku nocy. Stała się ona swoistą biblią pielęgnacyjną - nie tylko dla mnie, również dla dziewczyn z różnych zakątków świata.Każdy z nas marzy przecież o dwóch rzeczach: być idealnym i nieśmiertelnym, czyż nie?
Absurdem można nazwać zestawienie ze sobą dziesięciostopniową pielęgnację koreańską z bezkremowymi nocami Dr. Hauschki. Być może nie słyszeliście o tej metodzie, w skrócie mówiąc ma ona na celu wyłączenie z użycia w wieczornej pielęgnacji olei. Co ma taka pielęgnacja na celu? Przede wszystkim pozwolenia skórze pracować we własnym rytmie, bo jest ona zaprogramowana w taki sposób, że sama [jeśli nie dotykają jej żadne dysfunkcje] wie jak pracować. Zupełnie tak samo jak reszta organizmu.

Im więcej ludzi, tym więcej teorii dotyczącej tej samej rzeczy, bo niektórzy autorzy twierdzą, że to właśnie w nocy skóra najlepiej przyjmuje składniki odżywcze zawarte w przeróżnych preparatach.
Z własnego doświadczenia radzę wyciągnąć z tych teorii tylko co służy naszej cerze, a nie ślepo podążać za jakimiś określonymi ściśle schematami.

W przypadku mojej tłustej cery, z resztkami trądziku i bardzo mocno rozszerzonymi porami ,wieczorna pielęgnacja oparta na wiedzy Azjatek okazała się zbyt obciążająca. Skóra mocniej się przetłuszczała. Pory uwidaczniały się. Wypryski na twarzy pojawiały się bardzo często, częściej niż normalnie (czytaj: częściej niż tylko przed miesiączką). Dużym plusem koreańskiej pielęgnacji okazało się oczyszczanie twarzy olejami. Stosowane samodzielnie dawało efekty spektakularne.

Noc bezkremów była strzałem w dziesiątkę. Rano cera była oczywiście przetłuszczona, jednak sebum nie było aż w takiej ilości jak w przypadku nasmarowania się kremami. Cera w naturalny sposób i na tyle ile mogła wyregulowała swój cykl pracy.


Co trzy miesiące będę chciała dzielić się z wami swoimi spostrzeżeniami na temat pielęgnacji mojej skóry -  dość trudnej w obsłudze. W okresie styczeń-marzec chciałabym kontynuować swoje noce "saute". W porannej pielęgnacji stosować będę krem z Pharmaceris oraz obowiązkowo pod makijaż matujący krem do twarzy SPF 50+. Do oczyszczania, jak zawsze, najpierw olej kokosowy a następnie płyn micelarny z Tołpy. Co trzeci dzień peeling oraz maseczka - w zależności od potrzeb albo oczyszczająca albo nawilżająca. Za trzy miesiące
podzielę się z wami moimi spostrzeżeniami oraz planem pielęgnacyjnym na okres letni.


Planujecie swoją pielęgnację? Czy raczej na bieżąco dostosowujecie pielęgnację do potrzeb skóry? Jestem bardzo ciekawa jak to wygląda u was :)

*zdjęcie tytułowe pochodzi ze strony www.kaboompics.com, licencja CC
Copyright © 2014 Beauty by Miritirllo , Blogger