SYLVECO|Odżywcza pomadka z peelingiem

SYLVECO|Odżywcza pomadka z peelingiem


"Hypoalergiczna, odżywcza pomadka, zawierająca naturalne drobinki ścierające w postaci brązowego cukru trzcinowego. Ten delikatny peeling delikatnie złuszcza i doskonale wygładza usta. W składzie pomadki znajduje się bogaty w przeciwutleniacze i kwasy NNKT olej z wiesiołka dwuletniego o właściwościach silnie regenerujących. Pozostałe oleje, wosk pszczeli i masła roślinne pielęgnują delikatny naskórek ust, zapobiegają ich wysychaniu i pękaniu. Aktywny składnik - betulina - działa kojąco na wszelkie podrażnienia, łagodzi objawy opryszczki."

Tak o tej pomadce wypowiada się producent. Szczerze mówiąc pierwszy raz o niej usłyszałam rok temu. Bardzo interesowała mnie formuła oraz to jak poradzi sobie z naprawdę spierzchniętymi, suchymi do granic możliwości, ustami.

Pomadka peelingująca była pierwszym zakupem z firmy Sylveco. Nie miałam problem z kupieniem jej, chociaż wiem, że jest to bardzo rozchwytywany produkt. Cena za tą pomadkę waha się w granicach 9-10 złotych. Myślę, że nie jest to dużo jak na produkt określany mianem naturalnego.

Myślę, że posiadaczki suchych ust (naprawdę suchych) zrozumieją sytuację kiedy to po nałożeniu pomadki nawilżającej po chwili pojawia się na ustach miliony suchych skórek. Wiem, że przeciwniczki tej pomadki argumentują jej bezsensowność tak, że: "można przecież samemu zrobić peeling z cukru i olejku, wyjdzie na to samo". Okej, ale co jeśli wieczorne złuszczanie ust taką własnoręcznie przygotowaną pastą cukrową to za mało?

Według mnie istnienie takiej pomadki to strzał w dziesiątkę.Peeling jest delikatny dla ust, jednak bardzo skutecznie pozbywa się nieestetycznych skórek. Oprócz efektu gładkich ust, pomadka pozostawia je genialnie nawilżone. To wszystko za sprawą regenerujących olejków naturalnych, które za sprawą peelingu łatwiej i głębiej wnikają w strukturę skóry.

Działanie ma genialne, jednak nie jest to produkt idealny. Dlaczego?

Pomadka jest bardzo podatna na działanie temperatury. Nawet gdy stoi tylko na półce ma tendencję do rozmiękania przez co po bokach pomadki zostają nieestetycznie jej części.
Na zdjęciu widoczne jest rozmiękanie pomadki po bokach.

Jak wiecie zwracam dużą uwagę co do zapachu. Najlepiej jakby wszystko było kokosowe, jednak w przypadku tego kosmetyku, zapach na początku bardzo nie przypadł mi do gustu. Jednak działanie rekompensuje wszystkie wady - nawet zapach.

Składniki: olej sojowy, wosk pszczeli, olej z wiesiołka, cukier trzcinowy, lanolina, masło kakaowe, masło karite, betulina, wosk carnauba, olejek z gorzkich migdałów.
Cena: 9-10 zł
Dostępność: Drogerie interenetowe np. MintiShop, sklepy z kosmetykami naturalnymi, apteki i od jakiegoś czasu drogeria Natura
A Wy, jak oceniacie ten produkt? Może znacie taki, który godnie zastępowałby Sylveco?
Meet Beauty po raz pierwszy

Meet Beauty po raz pierwszy

Z zazdrością patrzyłam jak w marcu wszyscy wstawiają zdjęcia, że jadą na tę konferencję. Mi się nie udało, ale przecież można się było tego spodziewać - prowadzę bloga od grudnia. A w Internecie jest wiele innych blogerek, które zasługują bardziej na to miejsce ze względu na większe doświadczenie.

Pogodzona z myślą, że ominie mnie ta konferencja kompletnie przestałam śledzić dalsze losy. Co jakiś czas tylko "lajkowałam" posty pojawiające się na oficjalnej stronie Facebookowej Meet Beauty. Tygodnie mijały, a czas do tego wydarzenia się skracał.

Był poniedziałek. Siedziałam jak na szpilkach, czekając za bardzo ważnym telefonem. Gdy zadzwonił, kompletnie nie byłam przygotowana na to co usłyszę po drugiej stronie. Dosłownie przed momentem przeczytałam wpis na Facebooku, że dzwonią do osób z listy rezerwowej - nie powiem, byłam bardzo ciekawa kogo wybiorą. Ale że zadzwonią do mnie?! Na to na pewno nie. 

W przeciągu godziny załatwiłam wszystko - od noclegu, po bilety. 

Robicie sobie postanowienia noworoczne? Ja zazwyczaj nie. W tym roku zrobiłam - oddzieliłam sprawy blogowe, urodowe i zawodowe. Do każdego wypisałam kilkanaście celów jakie chciałabym osiągnąć w tych dziedzinach w 2017 roku. 
Na tej liścia znalazł się podpunkt: "Pojechać na Meet Beauty". 
Dlaczego? Moim zdaniem jest to naprawdę dobrze przygotowana konferencja z możliwością poznania innych blogerów. 
Nawet nie wiecie jaką miałam satysfakcję, kiedy skreślałam ten podpunkt z mojej listy.

INSTAGRAM MADE ME BUY IT

Niedawno opublikowałam taki post. Odnosił się on tylko w kwestiach kosmetycznych. Jednak w tym przypadku mogłabym powiedzieć, że dzięki Instagramowi w ogóle zdecydowałam się na stworzenie wizytówek. Wierzcie mi, sama w życiu nie wpadałabym na to, że wypadałoby żebym coś takiego miała!
Dlatego też na "prędce" stworzyłam coś, co mi się podobało. Wydrukowałam i własnoręcznie je wycinałam, bo nie było już czasu na zamówienie ich u jakiejś zewnętrznej firmy. 

Wszystko miałam zaplanowane - tak jak już wspominałam wcześniej - jednak w piątek stało się coś, co pokrzyżowało moje ubraniowe plany. Otóż troszkę za długo uczyłam się na powietrzu (w cieniu) i spaliłam się na czerwono. Do tego stopnia, że wyglądam jak typowy Janusz :D

Dobra, ale do rzeczy - nie wiem dlaczego tak jest, że mówię mało a jak piszę to elaboraty ;) Wybaczcie. 


Meet Beauty 2017 trwało od 19 do 21 maja.  Odbywało się ono w PTAK EXPO WARSAW w Nadarzynie, około 20 km za Warszawą. W tym roku nie dość, że konferencja trwała dwa dni to jeszcze była połączona z Międzynarodowymi Targami Fryzjeskimi i Kosmetycznimi Beauty Days. Zarówno z Warszawy Centralnej jak i Warszawy Zachodniej odjeżdżały darmowe autobusy - w praktyce jeden darmowy autobus, w którym czułyśmy się jak sardynki w puszce, ale nie narzekam!

Podczas Gali otwarcia, która odbywała się w piątek (19.05) gościem specjalnym była Edyta Górniak. Artysta zaprezentowała swój recital. Ja nie brałam udziału w piątkowym dniu. W Warszawie pojawiłam się dopiero w sobotę rano.


Dzięki uprzejmości cudownych dziewczyn, które przygarnęły mnie pod swoje skrzydła, nie błądziłam sama tylko w grupie. A to zawsze pozytywnie nastraja :)

W sobotę w Nadarzynie byłam około godziny 10:30. Po zarejestrowaniu się, które bardzo sprawnie przebiegało, udałam się na wykład Ewy Grzelakowskiej-Kostoglu, wszystkim znanej jako Red Lipstick Monster. Prowadziła ona wykład "Jak przekształcić działalność w internecie w silną markę osobistą.". Opowiadała bardzo żywiołowo, ciekawie.  Swoim wystąpieniem dała mi naaprawdę ogromną dawkę motywacji! Jej energia jest niesamowita. Bardzo się cieszę, że mogłam poznać ją poza ekranem komputera!


O godzinie 12:30 wzięłam udział w warsztatach organizowanych przez markę Golden Rose. Prowadziła je genialna wizażystka Karolina Zientek - jeśli jej nie znacie koniecznie zajrzyjcie na jej kanał na Youtube czy Instagram! Bardzo zależało mi na wzięciu udziału w warsztatach, gdyż jak powszechnie wiadomo do makijażu mam dwie lewe ręce i każde wskazówki są dla mnie na wagę złota. Może w końcu odważę się i będę nakładać na twarz coś więcej niż krem, podkład i tusz do rzęs :)
Tematem warsztatów Golden Rose było: 
Modelowanie twarzy z uwzględnieniem: 
- właściwego konturowania twarzy
- aplikacji różu i rozświetlacza
- uwzględnienie aplikowania produktów mokrych i suchych - różnice w produktach i technice

Oprócz informacji dotyczących modelowania Karolina podzieliła się z nami wieloma praktycznymi wskazówkami, które dotyczyły wykonywania makijażu. Byłam bardzo zadowolona z tych warsztatów! Dodatkowo od firmy Golden Rose otrzymałyśmy pudełko, w którym znajdowały się produkty wybranie właśnie przez tę wizażystkę.

Stanowisko Bandi było chyba najpiękniejsze ze wszystkich!



Resztę dnia spędziłam na targach Beauty Days. Wystawców było tak dużo, że nawet gdy setny raz przemierzało się tę samą alejkę można było dostrzec coś, czego nie widziało się wcześniej. Na scenie targów prowadzona była również rozmowa z Mają Sablewską, która obecna była na tym wydarzeniu zarówno w sobotę jak i w niedzielę.
O godzinie 15 rozpoczynały się warsztaty organizowane przez NeoNail, jednak ja z nich nie skorzystałam.


W niedzielę już od godziny 10 uczestniczyłam w warsztatach organizowanych przez markę Gosh. Tematem tych warsztatów był makijaż #SelfieLook. Makijaż wykonany przez Annę Muchę - Mistrzynię Polski Wizażystów 2015 prezentował się genialnie! 

O 11 w części targowej rozpoczęła się Bitwa na Pędzle. Jurorkami w tym konkursie była Red Lipstick Monster oraz Katosu. Osobiście muszę przyznać, że byłam pod wrażeniem wyglądu Kasi! Według mnie wyglądała genialnie!


Do końca dnia odbywały się wykłady. Konferencję zakończyła dyskusja na temat "Od bloga do biznesu". Prelegentkami były Anwen z bloga anwen.pl, Hania z bloga hania.com.pl oraz Ania z bloga B-for-beautiful-nails.

Prezenty od partnerów konferencji, zakupy
Paczka ambasadorska #MeetNaturals

Ja ze względu na pociąg niestety nie brałam udziału w tym panelu. Z Warszawy wyjechałam chwilę po 17, jednak podróż nie dłużyła mi się ani trochę. A to wszystko dzięki Dorocie z bloga dorotxycosdladuszyidlaciala , za co serdecznie dziękuję!
Prezentów od partnerów konferencji było tak dużo, że pół drogi zastanawiałam się, gdzie ja to wszystko pomieszczę! Ale udało się, część kosmetyków już dla was testuję, dlatego niedługo spodziewajcie się kilku recenzji :)


I przy okazji dowiedziałam się, że nie tylko ja mam w domu "świra" na punkcie kosmetyków. Mój pies cały czas mi towarzyszył, ot takie miałam kompana!

Wykład Red Lipstick Monster

Podsumowując organizacja konferencji jest na najwyższym poziomie. Mi się bardzo podobało i jeśli będzie mi dane za rok z przyjemnością taki wypad powtórzę! 

Żałuję tylko, że zabrakło mi odwagi, żeby podejść do części z was! Jednak jako świeżynka - zarówno w kwestiach blogowych jak i konferencyjnych, czułam się trochę zagubiona. Trochę nieswojo.

Oczywiście dziękuję organizatorom, którzy sprawili mi tak wielką radość i dali możliwość uczestnictwa w tym wydarzeniu. Dziękuję również Dorocie, Ani i Marzenie - miło było spędzić z wami te dwa dni!

Dobra, a teraz przyznawać się - kto mnie widział?!
Instagram made me buy it!

Instagram made me buy it!

Posiadając konto na portalach internetowych jesteśmy narażeni na wiele niebezpieczeństw. W dodatku kiedy 90% kont, które obserwujesz to konta blogerek urodowych jesteś narażona na jeszcze jeden problem zwany potocznie: "MUSZĘ TO MIEĆ!". 

I tak powstała moja lista kosmetyków, które kupiłam poprzez ich dobre opinie oraz fakt, że zalewały moją "ścianę" Instagramową atakując mnie kilkanaście razy dziennie.




Zapraszam na mój Instagram made me buy it!



Krem MIYA COSMETICS MYWONDERBALM I'm Coco Nuts.

 Jest to intensywnie nawilżający krem, który nie dość, że pachnie genialne to jeszcze koi cerę. Wszelkie rozdrapania, strupki goją się o milion razy szybciej. Wersja kokosowa polecana jest dla cer tłustych. Krem nie zapycha skóry, co w przypadku takiego rodzaju cery jest bardzo ważne. Bardzo szybko się wchłania, jednocześnie zostawiając skórę matową. Jak już wspominałam skóra jest niesamowicie nawilżona, miękka. 
Niech nie zwiedzie was konsystencja kremu. Jak dla mnie przypomina ona bardzo "bogaty" krem do rąk, kompletnie nie kojarzący się z produktem do twarzy. Co prawda dość topornie rozprowadza się na skórze, jednak nie powoduje jej obciążenia. Idealnie sprawdza się pod makijaż. Podkład nie roluje się na nim. Nie powoduje również szybszego przetłuszczania się twarzy. Jak dla mnie hit.
Jeśli chodzi o skład to jest on genialny - olejek kokosowy, olejek sezamowy, witamina E, prowitamina B%. W 96,5% naturalności za 29.90 (obecnie w HEBE za 17.99)
Zapach, czyli coś co jest dla mnie bardzo ważne. Nie jest to czysty kokos. Osobiście wyczuwam nuty kokosu i mięty. Bardzo lekki, orzeźwiający zapach. Pięknie komponujący się z letnim słońcem!


CARTICE HD LIQUID COVERAGE KOLOR010

Pamiętacie ten moment, kiedy po kilku tygodniach poszukiwań w końcu udaje wam się upolować ten podkład? Obecnie jest on dostępny prawie w każdej drogerii, gdzie znajduje się szafa Catrice. Jego popularność spadała?
Być może przez jego wszechobecny brak, był tak przeze mnie pożądany. Gdy go znalazłam bez zastanowienia wzięłam dwa opakowania od razu. I były to dwa ostanie opakoawnia w moim życiu.
Dlaczego? Przy stosowaniu tego podkładu moja cera zaczęła źle wyglądać. Pojawiła się fala zaskórników zamknięty. Jednak przez to, że na mojej skórze zawsze jakieś niedoskonałości są, nie przejęłam się ich obecnością. Dopiero niedawno trafiłam na kilka recenzji, gdzie autorki przestrzegały przed stosowaniem tego produktu. Rzeczywiście w momencie odstawienia przeze mnie podkładu na twrzy nie pojawiały się żadne nowe niedoskonałości. Jednak zaskórniki zamknięte cały czas na niej pozostały.
Czy polecam ten podkład? Tak, jeśli wasza twarz nie zapycha się szybko. Dlaczego polecam? Bo kolo 010 jest idealny dla bardzo bladych osób, bo podkład utrzymuje się długo na twarzy i nie wymaga poprawek w ciągu dnia. 


EOS Promegrante Raspberry

Moje usta są bardzo przesuszone, pomimo stosowania wszelakich nawilżaczy. EOS był na mojej liście urodzinowej, dlatego przy promocji w Rossmannie nie omieszkałam się wrzucić go do koszyka. Skład oczywiście jak najbardziej na plus: 95% produktów organicznych mówi samo za siebie.
Zapach granatu i maliny bardzo przypadł mi do gustu. Słodki, owocowy. Wyczuwalny na ustach.
Jeśli chodzi o nawilżenie to rzeczywiście ono jest. Nawet po przysłowiowym zjedzeniu pomadki z ust, pozostają one przez pewien czas nawilżone. Jednak na miejsca bardziej wymagające będzie on za słaby.



GOLDEN ROSE LONGSTAY 

O tych pomadkach pisałam już nie raz na tym blogu. Dlatego przytoczę tekst, który pojawił się przy poście o tych pomadkach.

Opis producenta: Pomadka w płynie gwarantuje perfekcyjne, pełne pokrycie ust matowym kolorem przez wiele godzin, bez uczucia przesuszenia i lepkości. Lekka formuła wzbogacona w witaminę E i olej z awokado sprawia, że usta stają się niezwykle nawilżone i gładkie. Elastyczny aplikator i kremowa konsystencja zapewniają wygodne rozprowadzanie produktu. Po aplikacji należy odczekać chwilę, aby uniknąć rozmazania.Produkt łatwo można zmyć przy pomocy dwufazowego płynu do demakijażu.


Jeśli chodzi o gamę kolorystyczną, to według mnie, są one bardziej specyficzne. Nie wszyscy odnajdą w niej swojego ulubieńca. W niektórych wersjach kolorystycznych w produkcie znajdują się drobinki. Są one wyczuwalne podczas nakładania.Pomadki posiadają dość duży aplikator. Wygodnie nakłada się nim produkt na usta, ciężej jest wykonywać nim jakieś precyzyjne poprawki. W przypadku koloru 15 niestety nie obejdzie się bez konturówki. Ja używam bezbarwnego wosku z Golden Rose, który świetnie się sprawdza w tej roli.Pomadka jest kremowa w konsystencji. Pachnie waniliowo - mi osobiście ten zapach bardzo przeszkadza. Jest bardzo trwała na ustach, nie ściera się podczas jedzenia i picia. Mat jaki osiągalny jest tą pomadką jest genialny!Posiadam kolory: 10, 15



Jestem ciekawa, co wy kupiłyście pod wpływem Instagrama czy Youtube - podzielcie się tym w komentarzach, być może poznam produkt, który tak bardzo mnie zainspiruje, że będę musiała go mieć :)

My Way BeGlossy

My Way BeGlossy


Nie jestem fanką pudełek. Nie posiadam żadnej subskrypcji, jednak jestem wielką fanką kosmetyczek. Wszelkiego rodzaju. Dlatego też nie mogłam przejść obojętnie obok kwietniowej edycji BeGlossy, gdzie zamiast standardowego pudełka była KOSMETYCZKA. Ale to jaka! Właśnie takiej mi brakowało - bez problemu wejdzie do niej żel pod prysznic o objętości 250 ml!

Według mnie zawartości takich pudełek są zawsze średnie. Jednak w kwietniowym boxie, zgodnie z myślą przewodnia MY WAY, znalazły się same produkty potrzebne w podróży. Zatem wystarczy zamówić sobie taką kosmetyczkę i nie martwić się podróżą, gdyż znajduje się w niej wszystko co potrzebne na wyjazd na weekend.

Co znalazło się w tym pudełku?


ORGANIQUE Nude Beauty Balm - krem upiększający łączący w sobie formę kremu nawilżającego oraz podkładu. Ma rzadką konsystencję. Przyjemną, lekką formułę. Nałożony na dłoń jest delikatnie dla mnie za ciemny - ale dłoń to nie twarz ; )

BIOVALEN ORGANIC płyn micelarny - płynów micelarnych nigdy dość. Przyjemnie pachnie lawendą. Producent obiecuje, że produkt poradzi sobie z podrażnieniami oraz że poradzi sobie z wysuszeniem. Moja twarz potrzebuje właśnie obydwóch rzeczy, więc chętnie to sprawdzę i pokażę wam efekty przed oraz po stosowaniu tego kosmetyku.

GOT 2B suchy szampon Fresh it up extra fresh - produkt dostępny tylko w drogeriach Rossmann. Jeśli sięgam po suchy szampon wybieram zazwyczaj Batiste. Jestem bardzo ciekawa jak sprawdzi się w przypadku moich włosów.

NIVEA Creme Oil Pears Cherry Blossom - zapach Cherry Blossom pokochałam dzięki woskom Yankee Candle. W przypadku tego żelu nie zawiodłam się jeśli chodzi o zapach. Jest genialny!

EFEKTIMA Masło do ciała z masłem shea - za masłami do ciała nie przepadam. Generalnie nie lubię balsamowania i kremowania ciała. Z pewnością na obecność masła shea będę stosować je tylko na te najsuchsze obszary.

FARMONA Dermiss O'5 Oxygen Energizing - dotleniająca maseczka do twarzy. Ma zniwelować oznaki zmęczenia spowodowane stresem oraz szybkim tempem życia. Maseczki lubię, nigdy ich dość u mnie, więc w najbliższym czasie chętnie je przetestuję!

Według mnie to genialna, gotowa, propozycja kosmetyczki na wyjazdy. Jestem ciekawa co wy wkładacie do kosmetyczki wyjazdowej! Dzielcie się swoimi pomysłami w komentarzach :)
Copyright © 2014 Beauty by Miritirllo , Blogger