Smak i zapach pomarańczy

Smak i zapach pomarańczy


Czy jest coś cudowniejszego niż pobudzenie się świeżą pomarańczą? Według mnie - nie ma.Dlatego często w kosmetykach sięgam po ten zapach. Zdecydowanie na noc wolę otulić się zapachem cudownego kokosu, a rano dostać cytrusową energię. Też tak macie?
Zdecydowałam się pokazać Wam dwa kosmetyki z taką nutą zapachową. Jednak nie tylko o zapach tutaj chodzi. W owocach cytrusowych można odnaleźć bardzo duże ilości witaminy C. Powszechnie wiadomo, ze witamina C ma właściwości odpornościowe. W kosmetyce natomiast nazywana jest "królową młodości".
Dlaczego?

  • jest najsilniejszym przeciwutleniaczem występującym poza komórką (ale i wewnątrz komórki także spełnia ważną rolę ochronną przed uszkodzeniami oksydacyjnymi). Zwalcza wolne rodniki i inne niekorzystne skutki promieniowania UV.
  • Stymuluje syntezę kolagenu – kwas askorbinowy jest niezbędny w reakcjach zachodzących w aminokwasach, budujących łańcuchy polipeptydowe składające się na włókna kolagenowe.
  • Zmniejsza syntezę enzymów z klasy metaloproteinaz, m.in. kolagenazy, przez co hamuje degradację kolagenu i elastyny.
  • Stymuluje syntezę kwasu hialuronowego.
  • Uszczelnia naczynia krwionośne, zwiększa elastyczność ścian naczynek włosowatych, poprawia mikrocyrkulację i zmniejsza zaczerwienienia skóry.
  • Hamuje produkcje melaniny, przez co rozjaśnia skórę, wspomaga usuwanie przebarwień. 
  • Jako delikatny kwas PHA (polihydroksylowy) delikatnie złuszczaskórę.
  • Sprzyja syntezie ceramidów skóry, przez co wzmacnia barierę lipidową naskórka, odpowiedzialną za nawilżenie skóry.
  • Regeneruje witaminę E – wpływa na jej odbudowę.
  • Działa łagodząco, przeciwzapalnie, wspomaga gojenie uszkodzeń skóry i regenerację naskórka.
  • Wspomaga ochronę anty-UV i stanowi doskonałe uzupełnienie preparatów ochronnych z filtrami. Należy przy tym pamiętać, że ilość witaminy C w skórze drastycznie spada pod wpływem promieniowania UV.
  • Wzmacnia odporność skóry, która ulega zmniejszeniu pod wpływm promieniowania UVB, dzięki czemu zapobiega zmianom kancerogennym skóry.
  • Sprzyja zmniejszeniu rozstępów.
  • Redukuje wytwarzanie łoju, zapobiega utlenianiu się sebum na powierzchni skóry, pomaga w likwidowaniu wyprysków i przebarwień.
źródło:http://uroda40plus.pl/witamina-c-w-kosmetyce-krolowa-mlodosci/ 
Sporo tego, prawda?

Dzisiaj jednak chciałabym się skupić na dwóch kosmetykach, które zawładnęły moją pielęgnacją twarzy kilka miesięcy temu. Dla osób, które nie widziały kilku poprzednich wpisów przypominam, że obecnie publikowane są zaległe posty - sprzed kilku miesięcy.
Make Me Bio Orange Energy jest to krem przeznaczony do pielęgnacji cery normalnej i wrażliwej. Generalnie firma Make Me Bio jest to polski producent kosmetyków naturalnych, w swojej ofercie ma nie tylko kremy do twarzy, ale również cudowną wodę różaną, krem pod oczy oraz puder oczyszczający do twarzy.

Producent o tym kosmetyku pisze w następujący sposób:

Doskonały krem opracowany na bazie wody z kwiatu pomarańczy, która z łatwością przenika w głąb komórek skóry, przywracając jej równowagę. Działa lekko ściągająco, rozjaśnia i tonizuje skórę. Orzeźwiający zapach kwiatu pomarańczy działa stymulująco na umysł. Olejki z migdałów, jojoba i shea doskonale nawilżają, odżywiają i chronią skórę nie pozostawiając uczucia ociężałości. Wyciąg z rumianku dodaje uspokajająco- łagodzące funkcje. Ten aksamitny krem jest idealnym wyborem na świeżą dawkę energii każdego dnia!
Pomimo tego, że przeznaczenie tego kremu jest troszeczkę inne: skierowany jest bowiem do cery normalnej i wrażliwej, bardzo dobrze sprawdzi się u posiadaczek cery mieszanej, odwodnionej. Zapach w kosmetykach jest ważny: ten przepięknie pachnie pomarańczami i mandarynkami i w żaden sposób nie przytłacza.
Jeśli chodzi o samo opakowanie to krem zamknięty jest w ciemnobrązowym, szklanym pojemniczku. Bardzo solidne szkło nie pozwala na roztrzaskanie się kosmetyku przy bliższym kontakcie z podłogą.
W działaniu krem idealnie nawilża skórę. Wszystkie suche skórki znikają, cera jest ujednolicona, a blizny delikatnie rozjaśnione. Nie potrzeba nakładać grubej warstwy kosmetyku aby odczuć efekt idealnie napiętej skóry. Wystarczy cienką warstwę delikatnie wklepać.
Ja jestem bardzo zadowolona z działania tego kremu. Oczywiście jak w każdych kosmetykach naturalnych, jest ograniczenie do 6 miesięcy do zużycia.
Skład: 
Citrus Aurantium Dulcis (Orange Blossom) Flower Water, Prunus Amygdalus Dulcis (Sweet Almond) Oil, Simmondsia Chinensis (Jojoba) Seed Oil,  Cetearyl Glucoside, Butyrospermum Parkii (Shea) Butter, Cetyl Alcohol, Glyceryl Monostearate, Tocopherol (Vitamin E), Glycerin, Matricaria Chamomilla (Chamomile) Flower Extract, Benzyl Alcohol, Potassium Sorbate, Dehydroacetic Acid,  Parfum, Limonene*, Linalool*  


Lirene C+D pro Vitamin Energy skoncentrowane serum
Producent o tym kosmetyku pisze w następujący sposób:
Specjalistyczne serum, które zapewnia idealną pielęgnację uzupełniającą, gwarantując widoczny efekt rewitalizacji i stymulacji energetycznej skóry. Optymalna zawartość kompleksu wit. Duo C oraz wit. D pro zapewnia wielowymiarowy efekt odmłodzenia. Duo C skutecznie penetruje skórę, chroniąc DNA komórkowe oraz aktywując syntezę białek kolagenu. Intensywnie rewitalizuje i rozświetla. Wit. D pro wspomaga barierę naskórkową oraz stymuluje naprawę mikrouszkodzeń, spowodowanych starzeniem i negatywnym wpływem środowiska. Unikalny kompleks SkinAwake, naturalnego pochodzenia i bogaty w mikroelementy, cukry i witaminy wspomaga procesy odnowy komórkowej zachodzącej podczas snu. Komórki są lepiej odżywione, a skóra pełna energii i witalności. Wysokocząsteczkowy kwas hialuronowy wiąże wodę w skórze, nawilżając i wygładzając. Zamknięta w gwarantujących stabilność mikrokapsułkach wit. E, zapewnia ochronę antyrodnikową oraz odpowiedni poziom nawilżenia skóry.

W gęstym żelu zatopione są kuleczki z witaminami, które rozpuszczają się pod wpływem rozsmarowywania ich na skórze. Serum ma bardzo cytrusowy - energezytujący - zapach. Jednak według mnie jest on dużo bardziej sztuczny niż wspominany wcześniej Make Me Bio. Na skórze pozostawia lekko lepiącą się warstwę.
Nie zrobił krzywdy, ale też jakoś mnie nie zachwycił.
SkładAqua (Water), Propanediol, Alcohol Denat., Triethanolamine, Carbomer, PPG-26-Buteth-26, PEG-40 Hydrogenated Castor Oil, Glycerin, Buteth-3, Disodium EDTA, Acrylates/C10-30 Alkyl Acrylate Crosspolymer,Citrus Aurantium Dulcis (Orange) Fruit Extract, Ethylhexylglycerin, Sodium Benzotriazolyl Butylphenol Sulfonate,Cichorium Intybus (Chicory) Root Extract, Ascorbyl Tetraisopalmitate, Cellulose, Mannitol, Lactose, Ethyl Ascorbic Acid, Lecithin, Tributyl Citrate, Sodium Hyaluronate, Lonicera Japonica Flower Extract, Lonicera Caprifolium Flower Extract, Hydroxypropyl Methylcellulose, Tocopheryl Acetate, Polysorbate 20, Phenoxyethanol, Dehydroacetic Acid, Benzyl Alcohol, Benzoic Acid, Parfum (Fragrance), Limonene, Hexyl Cinnamal, Hydroxyisohexyl 3-Cyclohexene Carboxaldehyde, Linalool, Citronellol, Geraniol, CI 77492 (Iron Oxides), CI 19140 (FD&C Yellow No. 5), CI 12085 (D&C Red No. 36), CI 16035 (FD&C Red No. 40). 
 
A Wy lubicie cytrusowe zapachy w kosmetykach? 

Regital - aby włosy nie wypadały

Regital - aby włosy nie wypadały


Na przestrzeni roku, najbardziej wkurzającym dla mnie okresem, jest początek jesieni oraz początek wiosny. I nie mam tutaj na myśli pogody, tylko to co dzieje się z moimi włosami w tym czasie. Znacie to upierdliwe, wzmożone, wypadanie włosów? Ja i owszem. Znam i to bardzo dobrze. Dlatego w tych okresach stosuję przeróżne tabletki, wcierki, szamańskie rytuały.
Tym razem sięgnęłam po suplement diety Regital. Jak dobrze wiecie - lub nie -bardzo rzadko wierzę w cudowną moc suplementów i wychodzę z założenia, że dieta ma istotniejszy wpływ niż łykanie tabletek. Ale jak to mówią: reklama dźwignią handlu.

Suplement ten, jak większość z tej dziedziny, skierowany jest na włosy, skórę i paznokcie. Producent o tym suplemencie wypowiada się w następujący sposób:
Regital to suplement diety, którego składniki pomagają zachować zdrową skórę (dzięki zawartości witamin: C, B , A, biotyny oraz mikroelementów: 2 jodu i cynku), włosy (dzięki zawartości skrzypu polnego, cynku, selenu oraz biotyny) i paznokcie (dzięki zawartości:cynku i selenu).
Jeśli chodzi o sposób dawkowania to zaleca się dwie tabletki dziennie. Jednakże, osobiście wiele razy zapominałam o tej drugiej dawce. Tabletki są naprawdę duże. Dla osób, które mają problem z połykaniem tabletek, będą zdecydowanie za duże.
Skład? Obiecujący, 33 aktywne składniki: witaminy, kwasy, różnego rodzaju pierwiastki wpływające na wcześniej wymienione już partie ciała. I co?
Zrobiłam niezły research tego suplementu w internecie. Posiedziałam trochę na archiwalnych forach wizażu, gdzie pojawiała się dyskusja na temat tego specyfiku. Wiele osób wypowiadało się, że po pełnej kuracji, tj. 4 opakowaniach z rzędu zauważyło różnicę. Niektórzy po dwóch miesiącach stosowania, niektórzy w ogóle. 
Znam suplement, z grupy "przeciw wypadaniu włosów", który działa rewelacyjnie i już po dwoch tygodniach stosowania widać różnicę. Zdziwiła mnie informacja, że ktoś "jadł" 4 opakowania tych samych tabletek. Osobiście wychodzę z założenia, że jak coś nie działa po miesiącu-dwóch, to trzeba to zmienić. 

W moim przypadku tabletki nie zadziałały. I nie zrzucam tutaj winy na moje niejedzenie 2 tabletek dziennie. Stosowałam regularnie po jednej tabletce, a rezultatów nie było. W okresie wiosennym stosowałam te tabletki miesiąc, aby jesienią ponownie do nich powrócić. Efekt cały czas był taki sam. Włosy wypadały ze zdwojoną siłą, a ja powróciłam do Vitapilu. Chociaż jak pewnie przypominacie sobie post o nim, często miewałam po nim bóle brzucha przy stosowaniu codziennym. Dlatego obecnie sięgam po niego w odstępach dwudniowych, a mimo to działa rewelacyjnie. 

Jestem ciekawa jakie jest Wasze podejście do tematu suplementacji "przeciw wypadaniu". Stosujecie?
Bielenda Make Up Academy Pearl Base - efekt poprawy kolorytu

Bielenda Make Up Academy Pearl Base - efekt poprawy kolorytu



Nadszedł wreszcie czas na opisanie produktów, które już kilka miesięcy goszczą w mojej kosmetyczce. Na samym początku chciałabym zaznaczyć - a wiem, że jest to praktyką wielu z Was - zdjęcia pochodzą sprzed otwarcia produktu (czytaj: są z maja). Wtedy nie zwracałam tak dużej uwagi na zdjęcia, więc jakość oraz ogólna estetyka ich nie będzie powalająca. Niestety część z tych produktów już nie mam, więc ciężko było wykonać zdjęcia ponownie jednak chciałabym podzielić się z Wami swoimi spostrzeżeniami na temat tych produktów. Dlatego postanowiłam, że będę dodawać posty naprzemiennie - jeden post będzie opisywał produkt sprzed kilku miesięcy, a kolejny ten używany obecnie. Żeby nie zarzucić Was zdjęciami, które osobiście nie przypadły mi do gustu.
Jakiś czas temu Bielenda wypuściła na rynek bazy pod makijaż. Świat kosmetyczny oraz blogowy oszalał na punkcie tych kosmetyków. Szczerze mówiąc bardzo ciekawiła mnie ich jakość, gdyż z bazami nigdy nie miałam "dobrego" romansu. Zazwyczaj były kiepskie, zapychały moją problematyczną cerę. Od tego czasu wiele się zmieniło. Asortyment proponowany przez tę fimrę się powiększył i w ich składzie można znaleźć nowe bazy. Bielenda Glow Essence, do złudzenia przypomina mi słynne meteoryty od Guerlain. Jednak dzisiaj nie chciałabym pisać o tym kosmetyku
Czyż nie są podobne? Zdjęcie pochodzi ze strony: http://bielenda.pl/serie/glow-essence
Bazę Bielenda Make-up Academy efekt poprawy kolorytu poznałam dzięki Meet Beauty. Swoją sławę zyskała dzięki blogom oraz przychylnym - w okresie, kiedy pojawiala się na rynku - opinią na przeróżnych portalach. Pisząc ten artykuł ponownie zajrzałam do tych opinii i niestety, obecnie nie powalają. Czar tej bazy prysnął?



Zobaczmy jednak co producent pisze o tym kosmetyku:
Żelowo-perłowa poprawiająca koloryt baza pod makijaż to idealny sposób na uatrakcyjnienie wyglądu szarej, zmęczonej, pozbawionej blasku cery, przy jednoczesnym podniesieniu jej poziomu nawilżenia.Inteligentny dozownik zamienia perłowe kapsułki zawieszone w lekkim żelu w jedwabiste serum, które idealnie dopasowuje się do skóry. Baza jest bardzo lekka, nie klei się, szybko się wchłania.Różowa perła wizualnie poprawia wygląd i koloryt naskórka, delikatnie go rozświetla i nadaje cerze promiennego dziewczęcego blasku. Błyszczące pigmenty rozświetlające tworzą na skórze subtelną mgiełkę, która daje dyskretny i naturalny efekt zrelaksowanej i zadbanej skóry, a twarz odzyskuje piękny wygląd.

Innowacją jeśli chodzi o samą formułę jest na pewno to, że z kulek otrzymujemy płynną bazę. Wszystko to dzięki dozownikowi, który miażdży perłowe kulki. Na samym początku powinnam wspomnieć, że z tej serii Bielenda proponuje nam trzy bazy: poprawiającą koloryt, rozświetlającą i brązującą. Jeśli chodzi o konsystencję jest ona lekko klejąca na dłoni. Nałożona na twarz, takiego efektu nie daje. Jest to żelowy efekt, dzięki czemu fajnie rozprowadza się na twarzy. Bardzo przyjemnie pachnie - jednak jest to zapach mocno perfumowany, typowo drogeryjny, ale to mi nie przeszkadza. Dzięki obecności zmiażdżonych elementów kulki, dają one efekt rozświetlenia na twarzy. Jeśli chodzi o działanie na twarzy - rewelacja. Zaczerwienienia są złagodzone, twarz przyjemnie nawilżona. Co ważne w przypadku cery tłustej i trądzikowej - nie zapycha jej oraz nie powoduje szybszego przetłuszczania się.
Na plus zasługuje również opakowanie. Ciężkie szkło, praktyczna pompka, która pomimo swojej roli (miażdżenia kulek) nie zacina się.
Jedynym minusem jak dla mnie jest to, że nie mogłam wykorzystać tej bazy do końca. Co można zauważyć na pierwszym zdjęciu.
Skład:
Aqua, Glicerin, Cyclopentasiloxane, Trehalose, Mica, Titanium Dioxide, Caviar Extract, PEG-12 Dimethicone, Panthenol, Palmitoyl Tripeptide - 5, Propylene Glycol, Calcium Alginate, Hydroxyethylcellulose, Xantan Gum, 1,2 Hexanediol, Agar, Carbomer, Deceth-7, PEG-40 Hydrogenated Castor Oil, PPG-26-Buteth-26 Potassium Hydroxide, Ethylhexylglycerin, Phenoxyethanol, DMDM Hydantoin, Parfum (Fragrance), Benzyl Salicylate, Butylphenyl Methylpropional, Hexyl Cinnamal, Cl 77491.


Podejrzewam, że już nie raz czytałyście o tym produkcie. Kupujecie go regularnie czy raczej sięgacie po nowości?
Lato w środku zimy? To możliwe!

Lato w środku zimy? To możliwe!

Jakiś czas temu Le Petit Marseiliais zorganizowało akcję poszukiwania ambasadorek dla produktu pachnącego truskawkami. Jako, że uwielbiam wszystko co związane z kąpieli w tej dziedzinie kosmetycznej staram się być na bieżąco (ehh, nadal marzę o sproszkowanym kozim mleku ;() to każdy nowy - nieznany - przeze mnie produkt jest bardzo przeze mnie pożądany.
Produktuy Le Petit Marseiliais  znałam z opowieści oraz z próbek, które dziwnym trafem powiększają moje zbiory. Zawsze budziły we mnie efekt pożądania.
To, że dostałam się do tej kampanii było dla mnie zdziwieniem. Zawsze odnosiłam wrażenie, że w tak dużych kampaniach (bo w tej było wytypowane 1000 ambasadorek) organizowanych nie tylko przez LPM, ale inne portale (streetcom, rekomenduj.to itp.) wybierane osoby się powtarzają. Nie odbierzcie tego źle - nie jest to jakieś wylanie żalów, tylko wynik mojej obserwacji. Nikomu nic nie zazdroszczę ;p

Paczka przyszła około miesiąca po ogłoszeniu wyników. Szczerze mówiąc zdążyłam o niej zapomnieć. W przepięknym kartonowym opakowaniu znalazł się nie tylko on - cudnie truskawkowy żel do ciała, ale również przepiękny zaparzacz do herbaty oraz zestaw próbek. Owy karton tak podbił moje serce, że na stałe zagościł na półce. Wygląda efektywnie i stylowo.
Co producent pisze o tym żelu?
Stworzona w ciepłym klimacie Prowansji marka Le Petit Marseiliais starannie wybrała i zamknęła w swoich żelach wyjątkowe składniki, które dojrzewały naturalnie, muskane promieniami słońca. Poczuj zapach słonecznej natury.
Truskawka, którą znajdziesz w naszym żelu, zrywana jest na początku lata, kiedy w pełni dojrzeje, ogrzewana promieniami południowego słońca Francji. Przekonaj się jak ta wyjątkowa odmiana truskawki uwodzi apetycznym zapachem i pięknym, czerwonym kolorem.

Co wyróżnia ten żel?
- zniewalający zapach naturalnych owoców, który długo utrzymuje się na skórze
- konsystencja - pomimo tego, że żel jest rzadki w swojej strukturze wystarcza naprawdę na długo
- efekt piany - nie jest to wielkie wow, ponieważ w składzie nie posiada tak silnie spieniających substancji, ale jak dla mnie piany jest wystarczająco
- efekt nawilżenia - świetnie nawilża skórę, pozostawiając ją aksamitną w dotyku
- korzystna cena - często te kosmetyki bywają w promocji (obecnie w Biedronce), więc naprawdę warto sięgnąć po ten żel i sprawdzić samemu


Delikatny żel pod prysznic dzięki lekkiej pianie oczyszcza skórę otulając ją delikatnym, apetycznym zapachem. Twoja skóra po prysznicu staje się nawilżona i odświeżona. Żel tworzony jest przy partnerskim udziale Conservatoire du littoral. Zagłębiłam się i poszukałam trochę w internecie czym jest ta organizacja. Niestety wszystko co znalazłam było w języku francuskim i trochę koślawo przetłumaczyłam to poprzez google translate.
Jest to instytucja publiczna, która nie ma swojego odpowiednika w Europie. Jest unikatowa dla Francji. Powstała w 1975 roku, a jej misją jest przywracanie środowisk zdegradowanych i zurbanizowanych do stanu pierwotnego oraz chronienie środowisk jeszcze nie objętych urbanizacją przez zdegradowaniem.

Osobiście bardzo polubiłam ten produkt. Fajny, wydajny, z długo utrzymującym się zapachem. Chociaż na chwilę, w tym jesiennym klimacie (bo u mnie pada, ale tylko deszcz ;(), poczuć promienie lata.

Znacie? Lubicie? Polecacie żele z innej serii?
Pink Boxing 3!

Pink Boxing 3!


Jakiś czas temu opowiadałam Wam o akcji Pink Boxing 2 - po jakże świetnej edycji, postanowiłam wziąć udział w kolejnej. To naprawdę niesamowita sprawa, że po części spełniamy czyjeś marzenia poprzez realizowanie chociaż jednego punktu z jego wishlisty! To również znakomita okazja do poznania nowych kosmetyków i gadżetów.


W tej edycji moją parą była Interendo.  Od dawna czytam jej bloga i naprawdę obawiałam się czy trafię w jej gust. Ba! Przecież w akcjach boxingowych jest ona obeznana jak mało kto.
Tak się złożyło,że w mojej głowie trochę poprzestawiały się daty i swoją paczkę wysłałam z opóźnieniem.


Jakiś czas temu doszła do mnie również paczka od Patrycji. Cudowanie zapakowana, jednak kompletnie zapomniałam o tym aby zrobić jej zdjęcia. Musicie uwierzyć mi na słowo, że kompletnie zostałam przeniesiona do świata dzieciństwa i bajek. Hello Kitty, zdecydowanie osłodziło mi wieczor, gdy otwierałam paczkę.
A co się w niej znalazło? CUDA! Naprawdę.

- Tangle Teezer Angel w kolorze białym, o której marzyłam już od dłuższego czasu
- pianka do mycia ciała z Balea o cudownym ciasteczkowym zapachu
- maska z L'oreal: miałam tylko próbki, jednak podświadomie bardzo chciałam ją mieć
- lawendowe masło do ciała
- pianka do mycia twarzy 
- zestaw z Semilac
- przeróżne azjatyckie słodycze
- przecudny zestaw składający się z filiżanki i talerzyka sygnowany przez Semilac


W paczce znalazło się kilka rzeczy, które naprawdę chciałam przetestować. Znalazły się również gadżety - a ja jako sroka gadżetowa - nie mogłam się nadziwić. No, bo helloł - nie każdy ma powerbank prosto od Semilaca ;D



Pudełko bardzo trafiło w mój gust. Nawet kolor lakieru, który znajdował się w paczce, totalnie trafił w mój jesienny gust.

I tutaj apel do każdego z Was - jeśli zastanawialiście się kiedyś czy warto brać udział w takich akcjach wymiankowych odpowiadam za Was, że warto. Nawet nie wiecie ile radości sprawia otrzymanie takiej paczki. To zupełnie tak jakby otrzymać paczkę od św. Mikołaja w listopadzie. Coś cudnego!
VascoNails - lakiery hybrydowe w wystrzałowych kolorach

VascoNails - lakiery hybrydowe w wystrzałowych kolorach


Ostatnio pokazywałam Wam mój zestaw do robienia hybryd w zaciszu domowym. Dzisiaj chciałabym co nieco napisać o marce, która dopiero co podbija paznokciowy świat.
Vasco Nails to marka, która od niedawna zaczęła przewijać się na blogach. Fajnie, że pazanokciowy świat przestaje się dzielić tylko na tych co używają Neonail oraz na tych, którzy używają Semilac. Każda nowość jest kolejną alternatywą dla tych marek, każda wprowadza coś fajnego i innowacyjnego.


Do testów dostałam cztery naprawdę wyjątkowe kolory. Sama nigdy nie zdecydowałabym się na ich wybranie, bo po prostu to są kolory z końca listy. Długo zastanawiałam się jak ugryźć temat, bo naprawdę w mojej głowie był opór co do nałożenia niektórych z nich. Raczej używam stonowanych kolorów, a tych 'crazy' sięgam po fuksje i czarny.


Lakiery zamknięte są w standardowych, czarnych, buteleczkach. To co z pewnością je wyróżnia to oznakowanie na nakrętce - kolor na nadruku praktycznie nie różni się od koloru zamieszczonego wewnątrz buteleczki. Za co wielki plus. Fajnie, że oprócz koloru jest też numer.
Co charakteryzuje VascoNails to baza kolorystyczna. Jest ich tak wiele,  że naprawdę ciężko się zdecydować. A gama kolorystyczna cały czas się poszerza. Mnie najbardziej z całej kolekcji urzekły beże i brązy. Cena takiego lakieru to 24 zł/6ml.


Jeśli chodzi o kwestie praktyczne, to pędzelki są krótkie i bardzo "poręczne". Jak dla mnie idealne. Bardzo łatwo się nimi maluje - nawet mnie, osobie, która różnie sobie radzi z obsługą lakieru do paznokci. Gęstość jest taka jak lubię. Coś pomiędzy jak dla mnie za rzadkim Semilaciem i idealnym w gęstości Neonailem. Zarówno baza, lakiery jak i top świetnie się malują.


Osobiście utwardzałam lakiery w mostu o mocy 9W, jednak jak już wspominałam w poprzednim poście, nie utwardza on doskonale. Po 2 godzinach przebywania na basenie, niestety lakier zaczął sam odchodzić z paznokci. Nie winię tutaj lakierów - ewidentnie jest to wina mojej lampy, gdyż zauważyłam takie niedotwardznie, w lakierach innych marek.


W przypadku kolorów - w konsystencji są one gęste. Łatwo się nimi maluje, a co najważniejsze wystarczy naprawdę jedna warstwa żeby pokryć dokładnie całą płykę paznokcia.
Bardzo łatwo odmaczają się w acetonie - jeśli preferujecie taką formę ściągania hybryd. Ja ostatnio pobawiłam się trochę z frezarką i tutaj również nie było problemów ze zdjęciem lakieru z paznokci.


Do przetestowania dostałam kolory żywe, radosne, pobudzające do życia. Zazwyczaj unikam takich kolorów, jednak zabawa z nimi była istną frajdą. Bardzo pozytywnie zaskoczyła mnie konsystencja. A z takiej gamy kolorystycznej (bo z tego co pamiętam to jest prawie 126 kolorów), naprawdę można sporo wybrać i kombinować z wzorami i połączeniami kolorystycznymi.


Jestem bardzo ciekawa czy znacie tę firmę - jeśli tak, to co o niej sądzicie?



Mój podstawowy zestaw do wykonywania manicure hybrydowego w domu

Mój podstawowy zestaw do wykonywania manicure hybrydowego w domu

Jakiś czas temu, a dokładnie w poście o naklejkach termicznych Manirouge, wspominałam Wam o swoich problemach z paznokciami. Szczerze mówiąc są to skutki długoletniego obgryzania paznokci. Dzisiaj chciałabym przedstawić Wam mój podstawowy zestaw do robienia paznokci hybrydowych.


Dlaczego,coraz częściej, decyduję się na taką formę?

Wygoda - zdecydowanie jest to dla mnie wygodniejsze niż malowanie paznokci co 3 dni. Bo znając moje lenistwo, po prostu by mi się nie chciało. Wygodnie jest również to, że mogę próbować robić wzory nie martwiąc się o to, że za chwilę będę musiała zmywać wszystko i malować jeszcze raz. W przypadku hybrydy zmywam tylko to, co mi nie wyszło.
Trwałość - bardzo często manicure hybrydowy noszę około 1,5 tygodnia. Moje paznokcie rosną bardzo szybko, przez co niestety nie mogę nosić ich dłużej. Jednak mam pewność, że przez tak długi czas nic mi nie odpryśnie.
Ochrona - paznokcie po burzliwym dla nich okresie obgryzania są w różnym stanie. Czasami jeszcze potrafią się rozdwoić bądź ich stan wskazuje na to, że kiedyś nie były traktowane przeze mnie z miłością. Nałożenie hybrydy w jakiś sposób działa na nie ochronnie.
Łatwa obsługa- jeśli chodzi o malowanie paznokci zwykłymi lakierami, to jestem w tym średnia. Często są one dla mnie zbyt leiste. Zdziwiłam się, kiedy pierwszy raz nakładałam hybrydę, że tak łatwo i precyzyjnie udało mi się nałożyć lakier na paznokcie.


Co przeszkadza mi w manicure hybrydowym?

Moja osobista preferencja do zbyt szybkiego narastania skórek. No po prostu, nie ważne ile bym im uwagi nie poświęcała to zawsze są. Trudno się ich pozbyć, bardzo często są przesuszone i nieestetycznie odstają, odrywają się - pomimo bardzo mocno nawilżającej pielęgnacji dłoni oraz stosowania olejku.
Czas malowania i brak cierpliwości. Bardzo szybko się irytuję. Niestety samodzielne wykonywanie manicure hybrydowego (nie mówiąc dodatkowo o przedłużaniu) powoduje, że moja cierpliwość jest wystawiona na próbę. Często, gdy się wkurzę, zaczynam robić malować mało dokładnie. Efekty? Pozalewane skórki, za gruba warstwa lakieru, niedomalowanie boków. Drugą kwestią jest czas: niestety nie pomaluję paznokci wieczorem - wtedy to już jest pewne, że cały efekt będzie nie taki jak miał być. O jakimś bardziej ambitnym malowaniu nie wspomnę. Poza tym zabiera to sporo czasu, kiedy tak jak ja, dysponuje się tylko mostkiem.
Nieostrożne używanie frezarki - kiedy zaczynałam pisać ten post, problem ten był mi obcy. Niestety dopadło i mnie. Mniej więcej po 4-5 godzinach, okolica w okół paznokcia stała się ucieplona. Ból promieniował do całego palca. Generalnie, niefajna sprawa. Co dziwne, skaleczyłam sobie tak tylko jeden palec.


Z hybrydy nie zrezygnuję, bo od około roku ją wykonuję i nigdy nic się nie działo. Testowałam różne marki: od Aliexpressowych po Neonail, Ness i Indigo. Tym trzem ostatnim zostanę wierna.
Decydując się na zakup zestawu do manicure hybrydowego, nie kierowała mną żądza posiadania wszystkiego na raz. Dlatego najpierw zdecydowałam się na zakup najprostszego mostka, i tak sukcesywnie, co jakiś czas, zasób się powiększał.


Obecnie w skład mojego podstawowego zestawu wchodzi:
- lampa mostek - bardzo słabej mocy. Potrzebuje kilkukrotnego utwardzenia, czasami nie robi tego do końca. Niestety, do wymiany.
- baza: jedna z Aliexpress, druga hard base z Neonail pierwotnie kupiona do przedłużania paznokci. A trzecia to baza z Vasco Nails
- top: z Aliexpress, hard top z Neonail oraz dry top z Vasco Nails


- 3 lakiery z Neonail, 1 z Ness, 3 z Vasco Nails , reszta z Aliexpress - największą miłością darzę Neonail. Jednak jeśli decyduję się na wykonanie pazkonci u kosmetyczki (tak wiem, paranoja :D), zazwyczaj wybieram coś z Indigo - ich kolory mnie ekscytują, tańoszki od Chińczyka są dobre i tam zdecydowałam się na zakupienie podstawowych kolorów: czarnego i białego, a żeby były
- minifezarka- również z Aliexpress. Jak na domowe potrzeby sprawdza się bardzo dobrze.
- aceton z Neonail oraz cleaner z Semilac
- pilniczki, bloki polerskie, waciki bezpyłowe, patyczki z drzewa pomarańczowego
olejek do skórek w bardzo wygodnej formie do aplikowania. Kupiony za jakieś grosze, prawdopodobnie na ezebra.pl
- efekt syernki, również z Neonail
- naklejki do przedłużania - nigdy nie wiem jak nie dokładnie nazwać

Jak możecie zobaczyć w mój podstawowy zestaw wchodzą również wszystkie gadżety potrzebne do przedłużania paznokci.Pomimo tego, że moje są już "w miarę", lubię wspomóc się taką metodą.
Jak oceniam ten zestaw po prawie rocznym użytkowaniu?
Na pewno lampę mam do zmiany. Zastanawiam się nad kupnem sławnej lampy SUN5 z Aliexpress. Jeśli ktoś posiada tę lapmę, byłabym bardzo wdziędzna za jakieś informacje o niej.
W oko wpadła mi nowa seria z Indigo, więc pewnie zaopatrzę się w kilka kolorów. Chcę też poćwiczyć malowanie wzorków, kilka zimowych już zapisałam w telefonie, więc przy chwilce wolnego z pewnością zabiorę się za ćwiczenie. A próbą tych ćwiczeń podzielę się z wami na blogowym Instagramie.


Jestem ciekawa czy wy lubicie hybrydy! Jaki jest wasz ulubiony kolor lakieru?




Copyright © 2014 Lifestyle, beauty, food by Miritirllo , Blogger