Nowości: Eveline Cosmetics

Nowości: Eveline Cosmetics



Jakiś czas temu otrzymałam do testów kosmetyki marki Eveline. Paczka była wielką niewiadomą, więc rozpakowywanie jej sprawiło mi wiele radości. Znalazły się w niej różnego rodzaju nowości tej marki, o których w kilku słowach opowiem Wam poniżej. W mini recenzjach poznacie opinię moją oraz mojej siostry, która również testowała niektóre produkty. 
No to zaczynamy! Kosmetyki podzieliłam na kategorie aby jak najczytelniej przestawić Wam te kosmetyki:

OCZY




Tusz do rzęs Volume Celebrity Mascara
Jeśli chodzi o ten tusz to połączenie mascary oraz serum do rzęs. Szczoteczka idealnie rozdziela rzęsy i je wydłuża. Pomimo nowości - osobiście lubię jak tusze są delikatnie przyschnięte, przez co nie brudzę dolnej czy górnej powieki - nie ma efektu ubrudzenia, o którym przed chwilą wypominałam. Nie odbija się na powiekach - o to mi chodziło! Utrzymuje się przez cały dzień, nie osypuje się, a przetarcie oka dłonią nie powoduje rozmazania tuszu i stworzenia efektu pandy. Jeden z lepszych tuszów jakie używałam ostatnio. Zdecydowanie na plus jest szczoteczka w tej mascarze - ja uwielbiam silikonowe szczoteczki i najlepiej mi się nimi pracuje.
Ocena siostry: Bardzo dobry tusz. Idealnie rozdziela rzęsy i je wydłuża, nadając efekt sztucznych rzęs pod względem ich długości. Jeśli chodzi o pogrubienie to z tym jest gorzej .Nie osypuje się. 

Kredka do oczu Eyeliner Pencil Waterpoof
Kredka o bardzo intensywnym odcieniu czerni. Osobiście nie nakładam eyelinera - z racji mojej opadającej powieki - jednak na linie wodą sprawdza się bardzo dobrze. Utrzymuje się cały dzień, bez poprawek. Nie zanika w zewnętrznym kąciku oka. Jest odporna na łzy i wodę, jednak bez problemu zmywa się olejkami czy płynem micelarnym. Również hit!

Eyeliner Celebrities w kolorze Violet
Tak jak wspominałam wyżej, ja nie stosuję kreski na górnej powiece. Tutaj ten kosmetyk testowała moja siostra i wydała o nim taką opinię: Pierwsze co można zobaczyć, to naprawdę bardzo precyzyjny pędzelek, który podczas użytkowania nie wygina się. Bardzo łatwo można namalować nim precyzyjnie prostą kreskę. Bardzo trwały na oku, ciężki do zmycia za pomocą płynu miceralnego. Jeśli chodzi o kolor to jest to przygaszony fiolet, który na oku nie wygląda jak kolorowy eyeliner. Z daleka można pomyśleć, że jest on po prostu czarny. 
Od siebie dodam, że kolor rzeczywiście jest przygaszony. Taki bardzo mocny fiolet, idealnie wpisujący się w kolor Panteone. Myślę, że bardzo fajnie odciąża oko - gdyż nie jest na nim tak ciężkie jak Deep Black.


Cień do powiek w kremie METALLIC
Pięknie iskrzący się cień, wpisujący się w stu procentach w obecne trendy w makijażu. Idealnie podkreśla oko, gdy nałożony jest na środek powieki.Bardzo szybko zastyga, przez co jest nie do ruszenia z powieki. To co uznałabym za minus przy tym produkcie to, to że gdy zastygnie traci na swoim połysku. Staje się matowy, z drobnymi drobinkami na oczach - oczywiście nie odbiera mu to blasku - ale w swojej mokrej formule jest bardziej iskrzący, taki bardziej "dla srok".

ALL IN ONE precyzyjny zestaw do makijażu i stylizacji brwi w odcieniu
Idealny do podręcznej kosmetyczki. Zawiera w sobie wszystko to, co musimy mieć w podórży, w torebce, przy sobie w danym momencie. W zestawie są dwa cienie oraz wosk, dzięki któremu można ujarzmić brwi. Wosk nie tylko sprawia, że włoski są w miarę stabilne, ale również utrwala kolor. W zestawie znajduje się również aplikator, który jest niezmiernie precyzyjny. 

USTA




Konturówka do ust w kolorze transparentnym
Produkt, który chyba używam najczęściej. Bardzo fajnie się nią pracuje. Pod wpływem mocniejszego nacisku nie łamie się. Idealnie utrzymuje pomadkę w ryzach przez cały dzień. A nakładanie szminki po wcześniej wyrysowanych konturach jest ultraproste. Podczas temperowania nie łamie się. Do zakrętki dołączona jest temperówka (napisałabym ostrzytko, ale pewnie nikt nie wiedziałby o co chodzi - ahh ta gwara ;D), jednak ja z niej nie korzystałam. Zawsze za mocno ściskam i psuję takie wbudowane przyrządy ;)


Metaliczna pomadka AQUA METALLIC LIPSTICK
Jestem fanką matowych ust. Metaliczne odcienie to zdecydowanie hit tego sezonu, jednak nie mogę przekonać się do nich. Jednak opisując sam produkt, muszę stwierdzić, że jest naprawdę przyzwoity jak na kosmetyk z takim wykończeniem. Pomadka co prawda odbija się na filiżance, jednak bardzo równomiernie schodzi z ust. Świetnie współpracuje z konturówką. Niestety delikatnie wysusza usta. Dla osób, które chcą wypróbować roziskrzony efekt na ustach będzie idealna.


Błyszczyk ALL IN ONE w odcieniu 114
To, że nie przepadam za błyszczykami to wiadomo. Ale dzielnie przetestowałam ten kosmetyk, by móc powiedzieć Wam o nim jak najwięcej. Na mroźne dni spisywał się idealnie. Nawilżał usta na długo. Bardzo ładnie podkreślał tę część twarzy.Jeśli chodzi o kolor to nie był on tak intensywny jak w opakowaniu. Oczywiście pozostawiał lepką, dość nieprzyjemną, warstwę na ustach - jak to błyszczyki. Jak ktoś lubi taki sposób podkreślania ust to będzie zadowolony z tego produktu.

TWARZ



Podkład Liquid Control HD w odcieniu 020
Szczerze mówiąc zawsze potrzebuję najjaśniejszego odcienia podkładu - niezależnie od marki. Tutaj zaskoczyłam się bardzo, bo odcień 020 (czyli 4 w numeracji!) jest tylko ociupinkę za ciemny. Jednak nie rzuca się to tak bardzo w oczy. Podkład bardzo fajnie stapia się ze skórą, aplikowany gąbeczką nie pozostawia na niej smug. Bez problemu można budować nim krycie. Bardzo lekka formuła - bo z podkładami do cery problematycznej mam naprawdę duże doświadczenie - sprawiła, że z zapałem zabrałam się za używanie tego kosmetyku.  Niestety...rozczarowanie. Bardzo mocno podkreśla suche skórki, pomimo nałożenia kremu nawilżającego. Ściera się z twarzy - najszybciej z okolic nosa i ust. Na policzkach tworzą się plamy z podkładu - spowodowane jest to ścieraniem się podkładu z całej twarzy. Znika nierównomiernie. Miałam raz sytuację, że zważył się na mojej tłustej cerze. Podejrzewam, że dla osób z innym typem cery były dobry. Nie zauważyłam, aby zapchał pory. Testowała go również moja siostra z cerą normalną: u niej ani razu się nie zważył oraz znikał jakby bardziej równomiernie.


Kremowy róż do policzków w sztyfcie w odcieniu 01
Bardzo dziewczęcy i lalkowy kolor posiada ten róż. Jednak po roztarciu nadaje twarzy promiennego wyglądu. Jego kremowa formuła jest bardzo wdzięczna w używaniu, ponieważ bardzo szybko można skorygować wszelkie niedoskonałości. W różach w kamieniu trzeba pędzlem się namachać, aby zlikwidować plamę. Trzyma się u mnie około 6 godzin, co uważam za długo. Z racji tego, że jest bardzo intensywnie napigmentowany trzeba z umiarem dawkować go na twarzy.


Kremowy rozświetlacz do twarzy w odcieniu Light
Bardzo lekki w swojej formule. Nałożony pod podkład daje efekt nienachalnego rozświetlenia. Nałożony na podkład - genialnego rozświetlenia. Minusem jest tutaj pędzelek - posklejany, sztywny. Niestety nie wiem, czy to tylko mój produkt tak ma, czy tak po prostu jest. Nie nadaje się on do nakładania produktu na twarz, ale ja najpierw nakładam sobie trochę na dłoń, a następnie gąbeczką do korektora wklepuję go w miejsca, które chcę rozświetlić. Utrzymuje się u mnie do zmycia makijażu - około 6-8 godzin.
Od lewej róż, rozświetlacze (u góry w kremie, na dole w sztyfcie) i eyeliner

Rozświetlacz Eveline Color Sensation Strobing
Zdecydowanie najczęściej eksploatowany przeze mnie produkt. Świetnie nadaje się do podkreślenia łuku brwiowego. Bardzo delikatny w odcieniu - przy tłustej skórze zwracam na to uwagę. Wiecie, łatwo przesadzić, a nie chcę wyglądać jak choinka. Bardzo łatwo się rozciera. Jest wygodny w nakładaniu.

PAZNOKCIE


Skoncentrowana odżywka do paznokci
Ten produkt zna chyba każdy. Ja uwielbiam tę odżywkę. Zarówno za tą nową, jak i starszą wersję z formaldehydem. Rewelacyjnie odżywia moje paznokcie oraz sprawia, że są one mocne i szybciej rosną. Nakładam ją zawsze po zdjęciu hybryd. Ostatnio nawet nałożyłam ją pod bazę - nic złego się nie stało.

Jak widzicie kosmetyków było sporo - a wiem, że niektóre dziewczyny dostały jeszcze więcej w ramach tej współpracy! Podsumowując, chciałabym przedstawić Wam moim zdaniem najlepszą piątkę dla mojego typu skóry oraz po prostu tego, po co sięgam najczęściej jeśli chodzi o tę markę.
1. Tusz do rzęs
2. Konturówka do oczu
3. Konturówka do ust
4. Rozświelacz w kredce
5. Zestaw do brwi
****

6. Odżywka do paznokci

Znacie tę markę? Co o niej sądzicie? A, który kosmetyk jest według Was najlepszy?
VascoNails:Cat Eye oraz Platnium Chic Opal

VascoNails:Cat Eye oraz Platnium Chic Opal

Moja hybrydowa miłość nadal trwa. Chociaż nie zawsze wykonanie jest iście rodem z instagramowych kont, malowanie paznokci bardzo mnie odpręża. Nawet jeśli wykonanie ich trwa wieki - kto ma mostek, ten wie jakie to jest uciążliwe. Na szczęście z dalekich Chin leci już do mnie SunX o zaskakującej mocy 56W. Przy moich 9W na mostku, z pewnością będzie to jak przesiadka z malucha do Ferrari.


Karnawał w pełni dlatego na moich paznokciach cały czas królują brokaty! Uwielbiam jak coś połyskuje, przecież nie raz wspominałam Wam, że jestem sroką :)


Pierwszy lakier, o którym chciałabym powiedzieć Wam kilka słów to lakier z kolekcji Limited Line Galaxy Cat Eye w kolorze Galateo (numer 136). Jest to przepiękny niebieski kolor, który na paznokciach daje efekt mieniącego się kociego oka. Lakier ten należy nakładać na jakiś podkład. Ja użyłam pod spód czarnego lakieru od VascoNails Deep Black. 


Efekt? 

Rewelacyjny! Chociaż na moich krótkich paznokciach nie widać fo w pełni to na wzorniku wygląda równie dobrze jak na naturalnej płytce! Myślę, że na białym lakierze wyglądałby równie dobrze.


Drugi lakier z kolei to przepiękny brokatowy, mieniący się lakier z kolekcji Vasco Platinum Chic w kolorze Opal (numer 712). Jest to brokat, który na paznokciach wyglada niczym średniej wielkości folia stosowana na paznokciach. To połączenie srebra, różu oraz niebieskiego. Rewelacyjny efekt na paznokciach. 


W żaden sposób nie jest wyczuwalna struktura brokatu - panokcie są idealnie gładkie po nałożeniu topu. Ten kolor można stosować nałożony na jakikolwiek kolor - myślę, że przez to jest uniwersalny i za każdym razem można uzyskać inny efekt albo solo, gdzie również wygląda rewelacyjnie. Zdecydowany hit!

Lakiery te znam - już kiedyś wspominałam o nich na blogu. Reprezentują się genialną trwałością. Nic z nich nie odpryskuje, a na paznokciach mam te lakiery zawsze do kolejnego malowamia. 


 Lubicie pstrokate paznokcie, czy raczej sięgacie po stonowane kolory?



Nowości stycznia,czyli krótka historia o tym dlaczego potrzebna jest mi wishlista ;)

Nowości stycznia,czyli krótka historia o tym dlaczego potrzebna jest mi wishlista ;)

Uwierzycie, że to już koniec stycznia? Czas leci jak oszalały, przecież niedawno składaliśmy sobie życzenia noworoczne! Chcę ten miesiąc jakoś podsumować - lubicie takie serie? Bo ja bardzo. Z jednej strony jest to inspirujące, a z drugiej uświadamiające ile to nowych rzeczy (miejmy nadzieję, że tylko potrzebnych!) trafia do jednej osoby.



Słowem wyjaśnienia dodam, że wishlista obowiązuje od momentu wpisu - był to bardzo spontaniczny pomysł, gdyż zauważyłam, że nagle wszystkiego bardzo szybko mi przybywa! Dlatego od początku stycznia trochę tych nowości się pojawiło.

Może zacznę od kosmetyków.


W styczniu pokusiłam się o kupienie słynnych gąbeczek Blend it! w zestawie, były akurat w promocji dwie za 24,90. Wybrałam wersję marmurkową: dużą - biało szarą oraz małą: czarno-białą. Niestety ta pierwsza pękła po pierwszym suszeniu. Chciałam sprawdzić czy rzeczywiście po kontakcie z wodą osiąga tak niewiarygodne rozmiary i pozostawiłam ją do wysuszenia. Po powrocie do domu okazało się, że gąbka jest w jednym miejscu pęknięta. Po kilu rozmowach na Instagramie wiem, że nie tylko ja miałam z tym problem. Niestety - po fakcie -doczytałam, że te marmurkowe są wadliwe pod tym względem, że szybko pękają. Polak mądry po szkodzie, jednak te gąbeczki są tak milutkie, że raczej z nich nie zrezygnuję. No chyba, że pojawi się coś nowego.

W zamówieniu razem z gąbeczkami, do koszyka trafił również żel do brwi od Essence Make Me Brow. W kolorze blond, z racji tego, że kosmetyk ten był docelowo skierowany do mojej siostry. Nie narzeka na niego, bardzo ładnie rozczesuje brwi, a kolor jest niemalże niedostrzegalny - wiem, bo sama spróbowałam nałożyć go na moje stosunkowo ciemne brwi.


Balsam do ciała od Kallosa, to niewypał. Razem z siostrą myślałyśmy, że będzie on przepięknie pachniał - dokładnie tak jak maski do włosów. Niestety przepełniony jest on sztucznością i tak naprawdę nie wyczuwam w nim jakiegokolwiek zapachu.


Możecie wierzyć lub nie, ale nie miałam jeszcze słynnego olejku Isana do mycia pędzli i gąbeczek. Jakoś zawsze radziłam sobie mydłem i wodą, jednak po zakupie Blend it, doszłam do wniosku, że czas spróbować i tego specyfiku. Myślę, że na temat tego olejku również będę chciała powiedzieć więcej w oddzielnym wpisie. Bo przyszykowałam dla niego bardzo trudny test - gąbeczkę z Aliexpress, którą nie można doczyścić niczym!

Udało mi się również dostać stacjonarnie korektor z Catrice w odcieniu 005. Wcześniej używałam 010, jednak był on dla mnie za ciemny. Właściwości tego korektora znam nie od dziś - mam tylko nadzieję, że kolor mnie nie rozczaruje.


Od marki Eveline otrzymałam ich produkty do testów. Nie będę tutaj rozpisywać się nad poszczególnymi kosmetykami, gdyż planuję oddzielny post, gdzie na sobie będę pokazywać poszczególne produkty.


Moja wishlista jest już w połowie spełniona (nie wiesz o co chodzi? zapraszam do TEGO posta). W posiadaniu mam już paletkę cieni MUR Chocolate Elixir oraz paletkę z Sephory z pudrami do konturowania twarzy.


O nich również pojawi się oddzielny wpis, gdy już w całości spełnię swoje zimowe postanowienia zakupowe.

Od lewej: Opal, po prawej: cat eye w odcieniach granatu, zdjęcia pochodzą ze strony VascoNails 


Moja kolekcja lakierów hybrydowych wzbogaciła się o nowe kolory. Tym razem o efekt kociego oka w przepięknym błękitnym odcieniu oraz o lakier z serii Platinum w odcieniu opal. Już mam kilka pomysłów na stylizację paznokci! Tylko jak na złość, złamałam jeden ;(

Jak widzicie kosmetycznie to tyle. Kilka kosmetyków mogłoby nie być w moim spisie, jednak kupiłam je pod wpływem impulsu. Powtórzę to co wspominałam w wishliście kosmetycznej: jestem idealnym klientem, kupuję wszystko co ma w sobie słowo "promocja".

W styczniu wzbogaciłam się również o kilka nowych ubrań i dodatków.


Brakowało mi torebki, bo te które miałam były przeogromne. Wiecie - w torbie położnej znaleźć można wszystko. Dlatego zdecydowałam się na model z Mohito, troszkę mniejszą torebkę, która mieści w sobie format A4. Urzekły mnie w niej te bladoróżowe kropki oraz pompon. Tak, jestem sroką.


W Mohito skusiłam się również na koszulę. Od kilku miesięcy chodziła za mną klasyczna biała koszula w jakiś wzór. Ta ma wzór słodyczy. Wybrałam rozmiar 36, bojąc się że 34 będzie za małe. Jednak ze spokojem mogłam wziąć rozmiar mniejszy gdyż nie jest to żaden rozmiar fit. Jednak taka delikatnie za duża również wygląda rewelacyjnie.

W H&M skusiłam się na kobaltowy sweter cięty z kimona. Początkowo nie czułam się w nim najlepiej- gdyż nie jestem przyzwyczajona do takiego kroju - jednak ostatecznie sweter został ze mną i naprawdę bardzo często go noszę. Poza tym uwielbiam ten kolor. Jest rewelacyjny.


Skusiłam się również na sławne kolczyki, które chyba można widzieć już wszędzie. Ja swoje kupiłam na allegro za nieco ponad 7 złotych. Raczej nie są to kolczyki na co dzień, bo ja w takich się nie czuję, jednak bardzo mi się podobają.
źródło zdjęcia: allegro

Ostatnią rzeczą jaką kupiłam jest stolik w stylu industrialnym. Jako, że zmieniłam meble w pokoju, zabrakło miejsca na mój ulubiony stolik i musiałam poszukać czegoś mniejszego. Wybór padł właśnie na ten model. Kupiłam go dzisiaj, stąd pewnie do końca stycznia nie będę mieć go u siebie w pokoju. Gdy dojdzie - koniecznie pochwalę się tym zakupem ;)

I to byłby koniec styczniowych zakupów. Mam nadzieję, że w lutym będzie ich zdecydowanie mniej, gdyż wprowadzam swój plan oszczędnościowy w życie ;)

A jak to jest u Was z zakupami? Liczycie ile wydajecie w miesiącu na swoje "widzimisię"?


Postanowienia noworoczne, realizujesz je jeszcze?| Foods by ANN

Postanowienia noworoczne, realizujesz je jeszcze?| Foods by ANN

Nowy Rok, nowa ja... Od poniedziałku zaczynam. Cheat day mam dzisiaj, od jutra nie jem słodyczy.

Znacie to? Bo ja bardzo dobrze. Nowy Rok jest czasem szczególny w życiu ludzi, szczególnie kobiet. Z racji tego, że czas do wakacji zbliża się wielkimi krokami. Jednym z najczęstszych postanowień noworocznych jest dieta i ćwiczenia. Przyznaję się bez bicia, że jestem chyba ostatnią osobą, która powinna o tym mówić. W zeszłym roku miałam 5 podejść do ćwiczeń - maksymalnej wytrwałam tydzień.


Ale nie wiem jak Wy, ale ja lubię jeść. Co w niektórych miejscach widać...Jednak od pewnego czasu staram się modyfikować swoją dietę pod kątem zdrowszego jedzenia. Ciężko wyeliminować mi słodycze, bo w ciągu dnia zawsze mam kryzys i "ssie" mnie na jakiegoś batonika. Ostatnio zmieniłam te tradycyjne na batoniki Foods by Ann. Pozwolicie, że wspomnę słowo o tej marce.

O moich podejściach do ćwiczeń możecie poczytać w TYM poście ;)

Marka Foods by Ann powstała w 2016 roku. Foods by Ann to firma należąca do Anny Lewandowskiej. Produkty te nie mają chemicznych wspomagaczy i dodanych cukrów. Nie zawierają glutenu ani laktozy, dzięki czemu są bezpieczne dla alergików.  Obecnie można je kupić w niemal każdym Lidlu, Piotrze i Pawle, na stacjach benzynowych Shell oraz w innych sklepach:cała listę odnajdziecie na stronie internetowej sklepu.


Tak jak wspominałam w swojej diecie zamieniłam słodycze na ich zdrowsze wersje. Gama smakowa jest przeogromna,a połączenia zaskakujące. W przypadku jedzenia mam tak, że wyobrażam sobie smak jeszcze przed spróbowaniem, więc gdy widzę w składzie burak - to muszę się zmusić do spróbowania. Ale o tym poniżej. 


Testowałam smaki:
Kokos&kakao - słodki, wyczuwalne dość duże wiórki kokosa, w smaku również przebijał kokos
Banan&kakao - słodki, w smaku bananowo-daktylowy.
Jabłko&cynamon - słodki, smakujący jak szarlotka
Kakao&malina - słodki, malin w smaku nie było czuć, jednak ewidentnie pod zębami coś "chrupało" i były to pestki malin
Kokos&banan - bardzo słodki i sycący; w smaku przebijał banan, jednak wyczuwalne były wiórki kokosowe
Jabłko&baobab - kwaśny, ale dobry; w smaku nie wyczuwałam jabłka, a baobabu nigdy nie jadłam, więc nie wiem skąd ta kwaśność ;)
Marchew&pomarańcza - słodki, kompletnie nie jest wyczuwalna marchew!
Truskawka&burak - słodkiburak niewyczuwalny
Jeśli chodzi o wszystkie batoniki, to są one rewelacyjnie w smaku. W zależności od rodzaju przebija wtedy smak, któregoś ze składników. Wszystkie batony są na bazie daktyla, skąd ich słodycz. Są bardzo sycące - ja takiego batonika (w wersji Pocket!) jadłam czasami na 3 razy. Dawka słodyczy w organizmie uzupełniona jest już po pierwszym kęsie. Tak jak już wspominałam, wszystkie mają rewelacyjne smaki, ale według mnie najlepsze to: kokos z bananem - bo uwielbiam to połączenie oraz jabłko z baobabem za zaskakujący smak!


Kolejna zmianą było regularne jedzenie śniadania. Bardzo często rano nie jestem głodna. Pierwszy posiłek spożywam gdzieś około 12. Postanowiłam to zmienić i zamiast kanapek, które stają mi gula w gardle postanowiłam spróbować musli.
Truskawka, pomarańcza, melon - owocowe i słodkie,pomimo braku jakiegoś słodzika, wyczuwalne kawałki owoców. Melon smakuje rewelacyjnie w tej mieszance.
Malina, wiśnia, truskawka - kwaśne, barwiące mleko czy jogurt na przyjemny wiśniowy kolor.
Daktyl, jabłko, banan - słodkie, z wyczuwalnym bananem
Słodki ziemniak, dynia, imbir - zdecydowanie śniadanie na wytrawnie, w składzie tego musli znaleźć można wszystkie składniki na zupę, dlatego nie polecam łączyć go z jogurtem. Zdecydowanie tutaj zadziała metoda owsianki/musli na wodzie ;)
Jabłko, porzeczka, śliwka - bardzo jesienna mieszanka, która smakuje zarówno z mlekiem jak i z wodą


A na koniec, chyba hit hitów. Nigdy nie rozumiałam tych wszystkich instastories, gdzie ludzie zachwycali się musem kokosowym. Pisali, że można na raz zjeść pół słoika, aż go nie spróbowałam. 100%smak i zapach kokosa, który tak bardzo wciąga. A ma tysiące zastosowań:dodany do musli, do fit Rafaello czy kawa "Rafaello".

Przepis na te kulki znajdziecie po kliknięciu TUTAJ ;)

Jak widzicie zmiany nie muszą być wielkie aby krok po kroczku zmieniać swoje nawyki żywieniowe. Ja mogłam spróbować tych produktów dzięki marce Foods by Ann,ale jeśli chcecie możecie pokusić się o wykonanie zdrowych batoników w domu. Będą o wiele lepsze niż kolejny snickers. Ich przewaga jest to, ze naprawdę dają nasycenie!

A jak tam wasze postanowienia noworoczne? W realizacji czy już schowane do szuflady?
Oczyszczanie skóry głowy:L'oreal Moc 3 glinek oraz Marion Detox

Oczyszczanie skóry głowy:L'oreal Moc 3 glinek oraz Marion Detox



Na wstępie chcę zaznaczyć, że piszę ten post po raz drugi. Zaczęłam pisać notki w aplikacji blogger i niestety raz się zawiodłam - notka się nie napisała, a na ponowne stworzenie jej nie miałam długi czas chęci. To słowem wstępu, dzisiaj chciałabym opowiedzieć Wam o kosmetykach dzięki którym oczyszczam skórę głowy.


L'oreal Magiczna Moc Gliniki to szampon, który łączy w sobie 3 glinki. Przeznaczony jest on do włosów normalnych z tendencją do przetluszczania się. Laboratorium L'oreal stworzyl szampon, który ma działać oczyszczająco na skórę głowy, nie działając drażniąco i wysuszająco na końce włosów. Kosmetyk zamknięty jest w stylowej butelce w kolorze przytlumionej miety. Bardzo podoba mi się ten kolor. Szampon jest również barwiony na ten odcień. Jeśli chodzi o konsystencję to jest ona typowa dla szamponow przeciwłupieżowych - gęsta, zbita. Bardzo łatwo rozprowadza się na włosach. Jednak przeogromny plus daję zapachowi - genialny i co ważne, utrzymujący się na włosach. Ze względu na swoją konsystencję szampon jest bardzo wydajny. Efekty? Producent obiecuje, że włosy 3 dnia będą wyglądały tak samo jak po umyciu. Włosy po wyschnięciu są tempe, szorstkie i jednocześnie bardzo lekkie. Z godziny na godzinę ich wygląd się poprawia i wizualnie wyglądają genialnie. Uwielbiam taką lekkość we włosach. A z racji tego, że mam ich sporo (10 cm w obwodzie kucyka), to bardzo ciężko uzyskać mi taki efekt. Włosy przetluszczały się tak samo szybko jak przy każdym innym szmponie. Jednak przyznaję, że skóra głowy była bardzo mocno oczyszczona. Końce nie były wysuszone. Dobry szampon, ale nie wiem czy będę do niego wracać. Szukam dalej :) 

Drugi produkt to kosmetyk dorwany na promocji w Biedronce. Marion do włosów i skóry głowy, maska oczyszczająca z mikrokapsułkami węgla z serii Detox. Maska ta ma za zadanie usunąć zanieczyszczenia oraz nadmiar zrogowaciałego naskórka. Ma odblokować ujścia mieszków włosowych, przez co przywraca skórze równowagę. W składzie maski znajduje się ekstrakt z cytryny (bogaty w kwasy AHA), który redukuje rogowacenia, poza tym posiada również ekstrakt z limonki, który nawilżające skórę głowy. Olejek z monoi i awokado zabezpiecza skórę głowy przed działaniem środowiska zewnętrznego. Maska ma być stosowana jako pierwszy etap pielęgnacji skóry głowy. Nakłada się ją na wilgotną skórę głowy dwa razy w tygodniu.


W konsystencji jest ona bardzo lekka z widocznymi kapsułkami węgla. Ma przyjemny zapach, trudny do okreslenia, ale mi kojarzy się on  z fryzjerem. A dokładniej takim pierwszym wejściem do salonu fryzjerskiego, gdzie mieszają się zapachy kosmetyków w przyjemny aromat. Ciężko nakłada się ją na włosy, przez co trzeba zużyć trochę więcej produktu niż jest to potrzebne. Podczas używania nie odczuwałam żadnego dyskomfortu. Nic nie piekło. Efekty? Oczyszczona skóra głowy i jednocześnie trochę sklejone i obciążone włosy u nasady. Jednak jest to produkt, po którym i tak stosujemy szampon to nie stanowiło to dla mnie ogromnego problemu. Co ważne, nigdy nie stosowałam go z szamponem oczyszczającym! Raczej tutaj stosowałam produkt delikatniejszy. Jeśli chodzi o jakieś ograniczenie przetluszczania - nie zauważyłam jakiegoś wydłużenia świeżości. 

Podsumowując, dwa dobre kosmetyki do oczyszczania skóry głowy. 
A Wy w jaki sposób oczyszczacie skórę głowy?
Copyright © 2014 Lifestyle, beauty, food by Miritirllo , Blogger