Nivelazione| Ekspresowe nawilżenie w 3 sekundy| Ratunek dla stóp| Kontrola zapachu

Nivelazione| Ekspresowe nawilżenie w 3 sekundy| Ratunek dla stóp| Kontrola zapachu



Stopy - chyba najbardziej nielubiana i czasami zaniedbana część ludzkiego ciała. Chociaż na rynku jest sporo produktów i firm, które produkują kosmetyki przeznaczone do tej części ciała, jakoś kupowanie ich nie sprawia mi tak wielkiej radości jak dla przykładu nowy żel pod prysznic czy balsam do ciała.
Nivelazione, a tak naprawdę Farmona, w swoim asortymencie posiada ciekawe i tanie kosmetyki do stóp. Szczególnie latem szukam rozwiązań, które w mig nawilżą moje, co by nie było, wymagające stopy.


Ekspresowe nawilżenie w 3 sekundy (krem do stóp w sprey'u) to hit tego lata w mojej kosmetyczce. Ma postać pianki, przez co od razu wchłania się w skórę. Nawilża i jednocześnie odświeża. Genialny zapach kosmetyku oraz ciekawa formuła sprawiła, że bardzo często sięgałam po ten krem. Po zastosowaniu nie odczuwałam na skórze nieprzyjemnego klejenia się (jak często zdarza się po użyciu treściwych kremów do stóp). Produkt zmiękcza stopy, jednak nie jest to długofalowe działanie. Po kilku godzinach stopy należy ponownie popsikać mocno napowietrzoną pianka.
Co pisze o nim producent?
"Innowacyjny krem do stóp w sprayu przyjemnie odświeża, błyskawicznie wygładza oraz długotrwale nawilża, pozostawiając jednocześnie uczucie „suchych” stóp. Regularne stosowanie niweluje szorstkość oraz poprawia komfort i higienę stóp oraz skutecznie nawilża, odżywia i regeneruje, przywracając stopom gładkość i piękny wygląd. Formuła use & go - dzięki formie lekkiej pianki i aplikacji w sprayu użycie kremu jest wygodne, a wchłanianie natychmiastowe."
Składniki aktywne:
Hydroderm 5% |masło shea|mocznik|deoactive
INCI:

Aqua (Water), Butane, Propane, Isobutane, Urea, Cetyl Alcohol, Isostearyl Isostearate, Potassium Cetyl Phosphate, Cetyl Behenate, Behenic Acid, Glycerin, Hydrolyzed Caesalpinia Spinosa Gum, Caesalpinia Spinosa Gum, Diatomaceous Earth, Sodium Hyaluronate, Hyaluronic Acid, Butyrospermum Parkii (Shea) Butter, Ethylhexyl Stearate, PEG-20 Glyceryl Laurate, Tocopherol, Linoleic Acid, Retinyl Palmitate, Polyacrylate-13, Polyisobutene, Polysorbate 20, Propylene Glycol, Octenidine HCI, Phenoxyethanol, Ethylhexylglycerin, Triethanolamine, Disodium EDTA, 2-Bromo-2-Nitropropane-1,3-Diol, Parfum (Fragrance), Hexyl Cinnamal, Linalool, Butylphenyl Methylpropional, Limonene, Hydroxyisohexyl 3-Cyclohexene Carboxaldehyde





W swojej formule jest bardzo mokry - co może niektórych zaskoczyć (tak było ze mną). Spodziewałam się  czegoś podobnego do antyperspirantu w spreyu. Tutaj formuła jest bardziej "mokra", dlatego chcąc odświeżyć buty z nieprzyjemnego zapachu lepiej zrobić do wieczorem i dać im wyschnąć. Efekt jaki daje ten produkt jest naprawdę zadowalający. Na stopach powoduje całkowite zniesienie zapachu. Jednak nie blokuje pocenia, przez co buty uwięzione w zakrytych butach latem, będą po prostu mokre, bez zbędnego zapachu. Poza tym dezodorant jest bardzo wydajny, wystarczy niewiele aby pokryć stopy i wnętrze butów :)
Cena: 12 zł
Co pisze producent?
"Wyjątkowo skuteczna, multifunkcyjna formuła dezodorantu o długotrwałym działaniu, dzięki starannie dobranym składnikom aktywnym o wysokiej skuteczności zapewnia niezawodną ochronę, pomaga w zachowaniu odpowiedniej higieny oraz przedłuża świeżość butów i stóp każdego dnia."
Skład:
Alcohol Denat., Aqua (Water), Parfum (Fragrance), Undecylenamide DEA, Propylene Glycol, Ethylhexylglycerin, Octenidine HCI, Lactic Acid.




Krem posiada bardzo treściwą konsystencję. Na co dzień jest nieodpowiedni przez to, że zostawia na stopach klejący film oraz powoduje, że są one jakby pudrowe. Klejąco-pudrowe, więc chodzenie w czymś takim nie należy do najprzyjemniejszej rzeczy. Plusem tego kremu jest to, że bardzo szybko je nawilża, znosi wrażenie suchości stóp. Zrogowacenia są zmniejszone. Bardzo dobrze działa na bardzo suche i popękane pięty. 
Co pisze producent?
Innowacyjna, wyjątkowo bogata formuła, dzięki starannie dobranym składnikom aktywnym w wysokim stężeniu zapewnia kompleksową pielęgnację i ochronę skóry stóp każdego dnia. Skutecznie i szybko regeneruje, przynosząc natychmiastową ulgę podrażnionej skórze oraz chroni przed nadmierną suchością i uszkodzeniami.
Doskonale odżywia i nawilża, odczuwalnie redukuje szorstkość skóry i niweluje zrogowacenia, przywracając stopom utraconą elastyczność, przyjemną gładkość i zadbany wygląd. Krem bardzo szybko się wchłania, nie pozostawiając tłustego filmu na skórze.
Składniki aktywne:
mocznik 30%, emolienty 15%, Hydromanil, witaminowy kompleks transepidermalny

INCI:
Aqua (Water), Urea, Ethylhexyl Stearate, Macadamia Ternifolia Seed Oil, Canola Oil, Glycerin, Isohexadecane, Polyglyceryl-3 Methylglucose Distearate, Glyceryl Stearate SE, Hydrolyzed Caesalpinia Spinosa Gum, Caesalpinia Spinosa Gum, Cetyl Alcohol, Paraffin, C10-C18 Triglyceride, Cera Alba, Stearic Acid, Tocopheryl Acetate, Panthenol,
Inulin Lauryl Carbamate, Allantoin, Propylene Glycol, Diazolidinyl Urea, Iodopropynyl Butylcarbamate, Polyacrylate-13, Polyisobutene, Polysorbate 20, Xanthan Gum, Lactic Acid, Disodium EDTA, BHA, Parfum (Fragrance).

Podsumowując są to bardzo dobre kosmetyki do pięlęgnacji stóp. Stopy, które są mocniej zaniedbane z pewnością będą zadowolone, kiedy nałoży się na nie Ratunek dla Stóp - intensywnie regenerującą kurację S.O.S na noc, na dzień cudowną piankę (która sprawi frajdę nie tylko dzieciom). A na koniec spryskanie stóp oraz butów dezodorantem sprawi, że będą one odświeżone i dopieszczone.
W skład tej serii wchodzi naprawdę sporo kosmetyków. Mnie osobiście kuszą jeszcze zmiękczające perełki do kąpieli stóp. Za tak niską cenę można przetestować całą serię i wybrać kosmetyk idealny dla tej, problematycznej, partii ciała.



Znacie te kosmetyki? Co o nich sądzicie?

#poczujmeskanature #ambasadorkaLPM

Fitomed| Mój krem do cery trądzikowej N12| żel do cery tłustej

Fitomed| Mój krem do cery trądzikowej N12| żel do cery tłustej


Mój krem nr 12 to produkt przeznaczony do cery tłustej i trądzikowej. Mogłabym rzec, że to idealny produkt dla mnie. Właśnie taki typ cery posiadam. W ostatniej serii trądzikowej pokazywałam wam dwa produkty do walki z trądzikiem, które sprawdzały się genialnie. Jednak po przygodzie ze słońcem, moja cera zareagowała tak jak zwykle - jeszcze większym przetłuszczaniem oraz pojawieniem się niedoskonałości. Jak z nieba spadł mi ten duet.

Krem zamknięty jest w plastikowym, ale solidnym, pudełku. Zabezpieczony jest folią ochronną. Kosmetyk ma lekką, pół wodnistą konsystencję. Jednak jest ona na tyle przyjemna, że mogłabym smarować się nim co chwilę. Pachnie bardzo intensywnie ziołami. To jednak logiczne, bo w końcu to produkt ziołowy. Naturalny. Jak dla mnie jest on zbyt intensywny. Troszkę uciążliwy.
Składniki: świeży napar ziołowy z bratka, nagietka i lukrecji, olej z czarnuszki siewnej, olejek z drzewka herbacianego.
Producent obiecuje:
opiera się na obecnym w kremie wyciągu wodnym z ziół (80%) tradycyjnie stosowanych w fitoterapii cery trądzikowej i właściwościach antyseptycznych olejku z drzewka herbacianego. Krem nawilża, zmiękcza skórę, łagodzi istniejące zmiany. Dodatek oleju z czarnuszki siewnej stabilizuje barierę lipidową naskórka.


Moja opinia:
Krem używałam zarówno rano jak i wieczorem. Bardzo szybko się wchłania, nie pozostawiając na skórze filmu. Dla mnie to bardzo ważne, gdyż nie przepadam za tym uczuciem. Poza tym teraz,m kiedy używam podkładu mineralnego, mogę po aplikacji kremu dosłownie za moment nałożyć pudrowy podkład i nie martwić się tym, że stanie się z nim coś złego np. że się zroluje. Mam wrażenie, że delikatnie matuje skórę. Ale nie jest to efekt pełnego matu - nigdy nie osiągnęłam takiego efektu żadnym kremem. Od tego produktu nie oczekiwałam tego. Przebarwienia stały się mniej widoczne. Złagodniały. Odczuwałam również bardzo dobre i mocne nawilżenie. Niestety po trzech tygodniach stosowania tego kremu dzień w dzień skóra uodporniła się na niego. Powstające zmiany nie reagowały na jego właściwości, nawilżenie utrzymywało się raczej na średnim poziomie. Być może gdybym stosowała ten krem na przemian z jakimś innym jego działanie byłoby cały czas na takim samym poziomie.
Myślę jednak, że stosowany co jakiś czas może pozytywnie wpłynąć na kondycję cery trądzikowej.
Krem kosztuje 25 zł/50 ml. Można go kupić na stronie producenta



Żel zamknięty jest w poręcznym opakowaniu, zamykanym na tak zwany "klik". Zapach jest zupełnie inny niż w opisywanym wyżej kremie. Przyjemny, świeży. Ziołowy, owszem jednak nie jest tak duszący i uciążliwy jak ten w kremie. Konsystencja nie jest ani za rzadka ani za gęsta - idealna. Bardzo słabo się pieni, jednak jest to podyktowane jego naturalnym składem. Jeśli jesteście zwolenniczkami piany w oczyszczaniu twarzy, to będziecie zawiedzione.
Składniki: Aqua, Herbal Extract: Saponaria Officinalis Root, Salvia Officinalis Extract, CalendulaOfficinalis, Coco-Betaine, Sodium Cocoyl Isethionate, Glycerin, Lauryl Glucoside, Citric Acid, Benzyl Alcohol, Trilaureth-4 Phosphate, Ethylhexylglycerin, Parfum, Sodium Chloride
Składniki aktywne wyciąg z korzenia mydlnicy lekarskiej, liścia szałwii, koszyczka nagietka.
Producent obiecuje:
Żel ziołowy do mycia twarzy „Mydlnica lekarska” adresowany jest do osób z cerą tłustą i trądzikową wrażliwą. Dzięki obecności wyciągu z ziół o działaniu oczyszczającym i antybakteryjnym dobrze myje skórę, odblokowuje pory i delikatnie je ściąga, zapobiegając szybkiemu przetłuszczaniu się skóry. Kosmetyk zmniejsza skłonność do łojotoku i do powstawania wykwitów oraz sprawia, że skóra się nie błyszczy. 

Moja opinia:
Żel bardzo dobrze oczyszcza skórę. Nie powoduje podrażnienia oraz przesuszenia. Moja cera bardzo szybko, po umyciu, staje się ponownie tłusta. Mam wrażenie, że ten żel powoduje powolniejsze przetłuszczanie się jej szczególnie w strefie T. Efekt zmatowienia jest naprawdę widoczny. Żel przeznaczony jest dla cery tłustej, jednak na stronie producenta posiadaczki cer suchych znajdą i dla siebie odpowiedni produkt. Wydajność jest naprawdę bardzo duża. Stosuję ten duet od początku lipca i powiem tak: krem pierwszy dobił dna, a żel służył mi kilka dni dłużej. Jeśli chodzi o zmywanie makijażu to z tym radzi sobie równie dobrze: wodoodporne maskary nie są mu straszne!
Jak na tak niską ceną oraz bardzo dobry skład myślę, że warto spróbować naturalnych zamienników kosmetyków stacjonarnie dostępnych w drogeriach. Skóra będzie wdzięczna.
Żel kosztuje 10,50/200ml. Można go kupić na stronie producenta.

Podsumowując:
Krem działa bardzo dobrze, jednak skóra uodparnia się na jego działanie kiedy stosowany jest solo. W duecie z innym kremem działa genialnie i myślę, że chętnie wrócę do tego kosmetyku. Jeśli chodzi o żel - genialny. Dla osób z cerą tłustą bardzo serdecznie go polecam.
Oba te produkty można kupić na stronie www.fitoteka.pl



Jestem ciekawa czy znacie te produkty - co o nich sądzicie? Może stosowałyście jakieś inne kosmetyki tej firmy?
Love your body| Peeling kawowy|

Love your body| Peeling kawowy|

Peeling kawowy jest kolejnym hitem blogosfery. Czyż nie? Ja bardzo go lubię i cenię jego właściwości. Jest tani - w momencie kiedy wykonujemy go samemu w domu, gdyż w internecie można znaleźć wiele peelingów wykonanych z kawy.Dzisiaj chciałabym przedstawić wam tańszą alternatywę znanego peelingu Body Boom.


Firma Love Your Body wypuściła na rynek trzy wariaty peelingu kawowego. Pierwszy to 100% kawa, o zapachu kokosa oraz o zapachu truskawki. W każdej wersji znajduje się ziarno kawy Robusta, olej macadamia, olej arganowy, kakao, cukier, sól morska oraz witamina E. Oprócz właściwości złuszczających peeling dzięki obecności olei naturalnie nawilża ciało.

Skład:
Coffea Robusta Seed Powder, Sucrose, Sodium Chloride, Theobroma Cacao Seed Powder, Elaeis Guineensis Oil, Argania Spinosa Kernel Oil, Macadamia Ternifolia Seed Oil, Tocopheryl Acetate, Parfum
Dlaczego tak bardzo zachwalam skład, kiedy nie powiedziałam jeszcze słowa o działaniu tego peelingu?
Kawa Robusta to specyficzny rodzaj kawy - zawiera w sobie do 4% kofeiny, przez co ma pozytywny wpływ na skórę. To właśnie kofeina pobudza spalanie tłuszczów, metabolizm jednocześnie poprawiając krążenie. Wszystko to wpływa na pozbycie się cellulitu.

Jednak żaden kosmetyk nie spowoduje, że cellulit sam zniknie. Na to składają się 3 elementy: dieta, sport i kosmetyki!


Dodatkowe "zdzieraki", czyli cukier oraz sól powodują wzbogacenie skóry w miko- i makroelementy.
Peeling zamknięty jest w stu gramowym opakowaniu. W dłoni wygląda na bardzo mały, jednak wewnątrz jest to tak zbity produkt, że  jest go naprawdę bardzo dużo. Peeling znajduję się w papierowym, typowym dla peelingów, opakowaniu. Osobiście nie przepadam za takim rozwiązaniem.


Moja opinia:
Peeling ma zbitą konsystencję. W "dotyku" jest to najbardziej olejowy peeling jaki miałam okazję przetestować. Bardzo dobrze nasiąknął poszczególnymi produktami, przez co można używać go na sucho. Świetnie się wtedy sprawdza. Aby peeling był bardziej przyczepny można aplikować go na wilgotną skórę. Stosowałam te swa sposoby i za każdym razem kosmetyk spełniał swoje zadanie: złuszczał i nawilżał.
Po spłukaniu ziaren kawy, soli oraz cukru z ciała pozostaje na skórze olejowy film. Po wytarciu ręcznikiem on schodzi, jednak uczucie dogłębnego nawilżenia pozostaje. Efekty? Bardzo mocno nawilżona skóra. Za sprawą aż trzech różnych form "zdzieraków" skóra bardzo szybko staję się wygładzona. Miękka. Nie wystąpiło u mnie uczucie podrażnienia, zaczerwienienia ani inna reakcja niepożądana.

Zapach peelingu długo unosi się w powietrzu oraz długo utrzymuje się na skórze. Wersja kokosowa to przyjemny zapach batonika Bounty. A kawa to kawa :)
Peelingi są dostępne na stronie producenta oraz od niedawna w Superpharm. Ja już poczyniłam zapasy (często można spotkać ten peeling w promocji) i zdążyłam obdarować tym peelingiem znajomych.

Znacie peelingi kawowe? Lubicie? 

Flower Fusion VIOLET Orginis|British Rose The Body Shop| różowo mi?

Flower Fusion VIOLET Orginis|British Rose The Body Shop| różowo mi?

Niedawno, na Instagramie, pokazywałam Wam moją różową pielęgnację (i różowe okulary :D).Dzisiaj chciałabym wyrazić swoją opinię na temat tych kosmetyków. Testowanie ich było proste, przyjemne i...szybkie. Ostatnio mam pecha do kosmetyków i wykańczam je w zaskakująco szybkim tempie - chyba instagramowe denko z sierpnia będzie naprawdę spore.
Jakie są najlepsze prezenty? Od siebie dla siebie to wiadomo. Dlatego kierując się tą zasadą postanowiłam kupić sobie za pozytywny wynik obrony pracy licencjackiej dwa sławne w internecie produkty: fiołkową maskę w płachcie od Origins oraz krem do rąk od The Body Shop w wersji British Rose.

Flower Fusion Violet - Orginis

Mam wrażenie, że kosmetyki tej firmy zyskały już miano kultowych. Dlatego podążając tropem blogowych hitów nie mogłam odpuścić sobie wizyty w sklepie stacjonarnym Origins w Poznaniu i nie skusić się małe co nieco. 
Zdecydowałam się na maskę w płachcie mając nadzieję, że ostatnie "niedogadywanie" się z tymi produktami będzie zażegnane.
Ostatnio firma Origins wypuściła na rynek 6 masek w płachcie. Wszystkie inspirowane są kwiatami i wszystkie są w 100% naturalne. Płachta maski to 100% włókno bambusa oraz wosk kwiatowy. Wosk kwiatowy powstaje w procesje destylacji oleju eterycznego.
Do wyboru mamy aż 6 masek: fiołkową (odżywcza), pomarańczową (nadająca promienności), malinową (odświeżająca), lawendową (kojącą), jaśminową (łagodzącą) i różaną (nawilżającą). Każda z masek ma swoje przypisane zadanie, podałam je w nawiasie oraz jest nawilżająca. Najsilniej nawilża maska różana, więc jeśli potrzebujecie duużej dawki nawilżenia polecam sięgnąć po tę opcję. Przeznaczona jest ona do cery bardzo suchej oraz wrażliwej.

Moja opinia:
Testowałam maskę fiołkową. Z tego co zdążyłam zorientować się w sklepie, jest ona najchętniej kupowaną wersją. Płat maski jest bardzo mocno nasączony płynem. Co ciekawe tylko płat jest nasączony kosmetykiem, w opakowaniu nie zbiera się nadmiar płynu. Wspominam o tym, gdyż zdażyło mi się, że na dnie opakowania osadzał się płyn, który później ciężko było mi wykorzystać. Płachta (czy też płat bambusowy) jest bardzo przyjemny w dotyku. Idealnie przycięty do rozmiarów twarzy – jednak wydaje mi się, że jest ona mniejsza niż azjatyckie maski. Dla mnie to świetnie – zawsze standardowe maski w płachcie są na mnie za duże. Maska ma przyjemny, prawie niewyczuwalny zapach. Na twarzy trzymałam ją około 30 minut. Po raz pierwszy poznałam efekt "suchej" płachty! Wierzcie mi, ale nigdy (nawet przy azjatyckich maskach) nie było mi dane poznać opisywanego na blogach efektu suchej maski. Cały płyn po raz pierwszy został wchłonięty w miejscach, które najbardziej potrzebowały nawilżenia. W przypadku mojej twrzy było to czoło, policzki oraz broda. W czasie obecności maseczki na twarzy, nie działo się z nią nic niepokojącego: twarz nie piekła, szczypała. W zasadzie stała się moją drugą, lepszą, skórą. Po ściągnieu cera była przyjemnie gładka, nawilżona. Miałam ochotę cały czas ją dotykać. Efekt nawilżenia, który nie był wzmocniony działaniem żadnego kremu nawilżającego, utrzymywał się przez cały dzień (maseczkę robiłam rano, około godziny 9).
Czy do niej wrócę? Z pewnością będę chciała przetestować wszystkie warianty. Jak na razie fiołkowa wersja mnie oczarowała i sprawiła, że mam ochotę na trwały powrót do masek w płachcie.
Cena jednej sztuki to 22 zł. Jeśli nie macie możliwości kupienia jej stacjonarnie, na wyłączność dostępna jest w Sephorze.

W The Body Shop skusiłam się na dwa kremy do rąk: różany British Rose oraz mango. 
O wersji różanej producent pisze tak (informacji o produkcie nie ma na opakowaniu, prezentowane pochodzą ze strony producenta):
Nawilżający krem do rąk o lekkiej konsystencji i przyjemnym, różanym zapachu. Dba o skórę dłoni oraz paznokci. Dzięki lekkiej formule szybko się wchłania, nie pozostawiając tłustej warstwy na skórze. Odżywia i wygładza dłonie na długi czas. Zawiera regenerujące masło shea oraz olej marula.


Moja opinia:
Krem zamknięty jest w bardzo poręcznym opakowaniu. Idealnym do kieszeni torebki. Odkręcany, a nie na zatrzask (czy też, klik - spotkałam się z różnym nazewnictwem tego zamykania). Jakoś w wypadku tego kremu nie przeszkadza mi to. Krem rzeczywiście ma bardzo lekką, ale stałą konsystencję. Po roztarciu go w dłoniach czuć przyjemne uczucie rozwodnienia - tak jakby wcierało się w dłonie płyn dezynfekcyjny. Uczucie mokrych dłoni znika po chwili pozostawiając dłonie nawilżone. Zapach po wydobyciu się z opakowania jest cudnie różany. Na dłoniach pachnie bardzo sztucznie, chemicznie. Zupełnie tak jakby ktoś zmieszał różę z dość nieprzyjemnie pachnącymi męskimi perfumami. Utrzymuje się długo na dłoniach. Napisałam, że krem nawilża dłonie - owszem, jednak jest to nawilżenie kilkunastominutowe.  Niestety, ale aplikacja kremu powoduje to, że dłonie po około 20 minutach "wołają" o kolejną porcję nawilżenia. Jeśli chodzi o plusy to zauważyłam, że stosowanie kremu powoduje rozjaśnienie skóry dłoni oraz paznokci. Krem przy codziennym stosowaniu wystarczył w moim przypadku na pięć dni.
Czy kupię ponownie? Nie wiem. Kremy (zarówno ten mango) kupiłam w promocji -50% w sklepie The Body Shop w Poznaniu.  Wydaje mi się, że to fajny gadżet, który dobrze wygląda na biurku czy w kosmetyczce.

Jestem ciekawa czy miałyście te produkty – co o nich sądzicie?





Alma K naturalna gąbka z kremem myjącym

Alma K naturalna gąbka z kremem myjącym



Znacie takie produkty, które z wyglądu, opisu i zachwalań mają być hitem i kosztują przeraźliwie dużo, jak na rzecz z danej kategorii kosmetycznej? Na pewno mogłybyście wymienić kilkanaście takich produktów. Ja również. I dzisiaj będzie o takim właśnie hicie.
Z firmą AlmaK spotkałam się po raz pierwszy na Meet Beauty. Przepiękne, minimalistyczne opakowania i genialny zapach - świeży, rześki, długo utrzymujący się na skórze. Wszystko to zaczęło przekonywać mnie do tej firmy.
Po bardzo miłej rozmowie z przedstawicielką firmy i zapoznaniu się z całą gamą kosmetyków AlmaK w mojej głowie była tylko jedna myśl: chcę tę gąbkę. Pomimo tego, że kosztuje ona 40 zł i nie wiadomo na ile będzie skuteczna. Chcę i koniec.
Jednak po zakończeniu Meet Beauty moja chęć posiadania tego gadżetu minęła.
Na całe szczęście w Hebe w mojej miejscowości można dostać od ręki te produkty. Udałam się tam, aby kupić pełnowymiarowe opakowanie kremu do rąk, który zdziałał na moich dłoniach cuda. I wtedy stał się cud.
Gąbka. Na wyciągnięcie ręki. Wystarczy włożyć ja do koszyka.

Co pisze o tej gąbce producent? 
Innowacyjna gąbka 2 w 1 nasycona minerałami z Morza Martwego oraz naturalnymi olejkami, m. in. ze słodkich migdałów i pestek winogron. Zapewnia delikatny efekt oczyszczający i nawilżający skórę, a jednocześnie jest przyjazna środowisku.
Produkt wielokrotnego użytku

Zapach
Zapach niczym nie odbiega od kremu. Cała seria HYDRATE pachnie tak samo. Świeżo.  Osobiście zapach ten kojarzy mi się z mydłem - lubię takie mdłe zapachy, dlatego jestem nim zauroczona. Bardzo długo utrzymuje się na skórze, wszystko dookoła pachnie tym kosmetykiem. Zapewnia coś, czego szukam w żelach. Lubię jak pomieszczenie, w którym się znajduję pachnie mną po kąpieli (czy to jest jakieś dziwne? :D). Mam wrażenie, że jest to przedłużeniem relaksu z kąpieli.


Konsystencja
Gąbka jeszcze przed użyciem jest bardzo twarda i zbita. Obawiałam się, że podczas używania będzie cały czas taka. Przy pierwszym kontakcie z wodą mięknie, ale nie na tyle aby być mięciutką szmatką do kąpieli :)
Uwaga: Gąbka może stałaby się "bardziej miękka" gdyby podczas kontaktu z wodą mocniej się nią ściskało - ja tego nie robiłam, bo zdawałam sobie sprawę, że zawiera w sobie drogocenny krem myjący. Nie chciałam go zużywać tylko dlatego, że nie odpowiada mi twardość gąbki.


Działanie
Odkryj działanie głęboko oczyszczających minerałów Morza Martwego oraz naturalnych olejków i ekstraktów roślinnych, które nadadzą skórze jedwabistą gładkość i perfekcyjny blask.
Skóra po użyciu jest bardzo mocno odświeżona. Jak już wspominałam milion razy - pachnie genialnie. Jest nawilżona, przyjemna w dotyku. Wydaje mi się, że przez twardość gąbki naturalnie poddana peelingowi - przez co jest jedwabiście gładka. Ja nie miałam potrzeby stosowania po takiej kąpieli balsamu.

Wspominany w poście kilkakrotnie krem do rąk - jest cudowny, wersja pełnowymiarowa w Hebe kosztuje 49,90. Jednak naprawdę warto w niego zainwestować :)

Użytkowanie
Zwilż gąbkę ciepłą wodą i delikatnie masuj skórę ciała kolistymi ruchami. Dokładnie spłucz. Aby wysuszyć gąbkę, powieś ją za rączkę.
W zestawie znajduję się rączka z przyssawką, przez co mokrą gąbkę można powiesić w łazience - na wannie, kafelkach. Gdziekolwiek chcecie.
Gąbkę moczyłam bardzo oszczędnie - chciałam mieć tę gąbkę na długo, cieszyć się jej właściwościami 2w1. Stosowałam ją tylko pod prysznicem. Wytwarzałam pianę poprzez delikatne pocieranie ciała gąbką, odkładałam ją w suche miejsce, a następnie dłonią rozprowadzałam powstałą pianę po całym ciele. Po kąpieli odwieszałam gąbkę na załączony wieszaczek.
Wybaczcie za zasypuję was takimi szczegółami, ale chcę abyście w 100% wiedziały jak ją stosowałam. 


Opinia:
W warunkach łazienki i temperatur jakie obecnie panują na dworze gąbka wysycha tylko z jednej strony - od strony zewnętrznej. Od strony wewnętrznej (tej skierowanej do strony powierzchni kafelek czy wanny) niestety jest cały czas mokra. Przy pierwszym użyciu gąbka pieni się bardzo intensywnienie i naprawdę nie potrzeba nie wiadomo ile trzeć aby umyć się w mgnieniu oka. Ja bardzo oszczędnie stosowałam swoją gąbkę. Jak dla mnie 39,90 to naprawdę dużo jak za taki kosmetyczny gadżet, dlatego chciałam aby była ze mną jak najdłużej aby w 100% wykorzystać jej potencjał. 
Miałam ją 6 dni - 6 krótkich kąpieli pod prysznicem. Bardzo starannie dbałam o to, żeby wysychała, żeby nie używać jej zbyt intensywnie. Niestety...nawet nie wiecie jak bardzo mnie zawiodło to, kiedy 6 dnia weszłam pod prysznic i w momencie kontaktu gąbki ze skórą nie zadziało się totalnie nic. Oczywiście zaobserwowałam z każdym myciem zmniejszanie się ilości wytwarzanej piany, jednak nie spodziewałam się, że zapas kremu wyczerpie się tak szybko.
Podczas rozmowy z przedstawicielką firmy usłyszałam zapewnienia, że wytrzymuje ona kilka miesięcy. Aby potwierdzić ten fakt napisałam maila do firmy AlmaK, jednak nie dostałam jeszcze na niego odpowiedzi. Z rozmów instagramowych wiem, że nie przesłyszałam się i inne obecne tam dziewczyny też dostały taką informację.
Czy czuję się oszukana? Tak, bo dałam za ten produkt nie małe pieniądze. Mogłam dołożyć 10 zł i mieć genialny krem (z tej samej serii), a tak - jestem 39,90 na minusie.
Czy sięgnę po ten produkt ponownie? Nie. Jednak nie skreślam marki, bo wiem, że działanie tych produktów jest bardzo dobre. 
Niesmak niestety pozostaje.

Jestem ciekawa czy któraś z Was skusiła się na tę gąbkę. Jakie są Wasze wrażenia i opinie? Może tylko mi skończyła się ona po 6 dniach?

 
Pielęgnacja włosów

Pielęgnacja włosów


Kiedyś pielęgnacja włosów dawała mi wiele radości. Jednak bycie monotematycznym w dziedzinie pielęgnacji przestało mnie kręcić i postanowiłam rozszerzyć swoją działalność :) A teraz tak już na poważnie. Nazywałam siebie włosomaniaczką i włosomaniaczką się czułam,pomimo tego że moje włosy wyglądały tragicznie. Ale przecież żadna z moich koleżanek nigdy nie stosowała olejowania czy balsamowania.
Dzisiaj inaczej podchodzę do tej pielęgnacji. Już nie nakładam wszystkiego na hura. Raczej zastanawiam się i trzymam sprawdzonych rozwiązań.
Jeśli śledzicie mnie na instagramie (a jeśli tego jeszcze nie robicie to wystarczy kliknąć TUTAJ) to możecie zauważyć, że w mojej całej pielęgnacji pojawiło się dużo kosmetyków naturalnych. W kwestii włosów również. Dzisiaj w mini recenzjach przedstawię wam moją pielęgnację włosów sprzed kilku tygodni, a na końcu podsumuję co się w niej zmieniło i dlaczego.

charakterystyka moich włosów
suche, zniszczone z tendencją do puszenia się i kruszenia, falowane , wysokoporowate, szorskie i pozbawione blasku


Vianek, szampon nawilżający do włosów suchych i normalnych
producent o tym produkcie pisze właśnie tak:  delikatny szampon do mycia włosów suchych i normalnych marki Sylveco łagodnie oczyszcza, nie podrażniając skóry głowy. Zawiera kompleks składników o działaniu nawilżającym i ochronnym (m.in. glicerynę, panthenol, proteiny owsa), a także cenny olej z kiełków pszenicy, który regeneruje łuski włosów. Ekstrakt z korzenia mniszka odżywia i zatrzymuje wilgoć, dzięki czemu włosy po umyciu są gładkie, lśniące i elastyczne.
skład:Aqua, Cocamidopropyl Betaine, Lauryl Glucoside, Glycerin, Taraxacum Officinale Root Extract, Panthenol, Glyceryl Laurate, Triticum Vulgare Germ Oil, Hydrolyzed Oats, Lactic Acid, Cyamopsis Tetragonoloba Gum, Glyceryl Oleate, Parfum, Sodium Benzoate.
moje obserwacje:
Szampon, ze względu na skład,słabo się pieni. Jednak trzeba go dokładać, żeby chociaż troszkę się spienił - po nałożeniu od razu na włosy trudno go rozprowadzić. Jest bardzo "tępy" we współpracy. Pozostawia włosy splątane - bez odżywki się nie obejdzie. Przez to, że trzeba go dokładać, żeby w ogóle rozprowadzić na włosach, jego wydajność jest bardzo niska. Niestety powoduje u mnie większe puszenie się włosów i elektryzowanie się ich. Podejrzewam, że to przez to, że w składzie zawiera proteiny. Zapach przyjemny, długo utrzymuje się na włosach. 
Co na plus w tym szamponie? Przede wszystkim skład i zapach. Jeśli wasze włosy lubią proteiny - warto po niego sięgnąć.


Biolaven szampon do włosów o działaniu  wzmacniająco-wygładzającym
Szampon przeznaczony jest do każdego rodzaju włosów. Bardzo dobrze rozprowadza się po włosach. Średnio się pieni, jednak wystarczająco aby umyć włosy. Plącze moje włosy i powoduje ich przesuszenie. Bez odżywki się nie obędzie.  Dodatkowo obciąża włosy u nasady. Wydajność określiłabym jako średnią. Zapach jest specyficzny - niby lawendowy, ale taki jakby sztuczny.
Co na plus? Skład.

Aussie Miracle Nourish odżywka
Bardzo spoista konsystencja. Nie spływa z włosów. Przyjemny zapach - mi kojarzy się z mentolem. Chociaż pewnie to eukaliptus :) I na tym bym skończyła? To co ta odżywka zrobiła na moich włosach to jakieś nieporozumienie. Wielka, tłusta plama z tyłu głowy,która nie chciała zejść niczym  - a próbowałam naprawdę wielu oczyszczających szamponów,  po kilka myć z rzędu. Dopiero czterokrotne mycie Head&Shoulders dało sobie z nią radę.
Możecie sobie teraz wyobrazić jak wyglądają moje włosy po takiej kuracji oczyszczającej - dokładnie, siano.


Loreal dwufazowy eliksir Total Repiar
Producent zapewnia, że:
Pierwsza ekspresowa i pielęgnacyjna odżywka do włosów w sprayu o podwójnym działaniu, wzbogacona pro-keratyną i serum pielęgnująco-nabłyszczającym dla podwójnego działania:
- natychmiastowe scalenie rozdwojonych końcówek oraz odbudowa włókna włosa.
- łatwe rozczesywanie, intensywny połysk, ochrona przed puszeniem.
Potwierdzone rezultaty: scalenie rozdwojonych końcówek – w dowolnym miejscu i czasie. Włosy stają się zadbane, mają piękny połysk i ochronę przed puszeniem.
 Moja opinia: nie znam produktu, który scaliłby końcówki. Moje - na całe szczęście- nie rozdwajają się tak szybko, ale tylko dlatego, że wykruszają się w zastraszającym tempie. Jednak jest to jedna z niewielu odżywek, dzięki której moje włosy się nie puszą. Spryskuję nią włosy po umyciu oraz przez czesaniem. Czy włosy wyglądają lepiej i są  jakoś odbudowane? Nie zauważyłam tego. Jednak jako odżywka przeciw puszeniu się sprawdza się bardzo dobrze.

Tak wyglądała moja pielęgnacja kilka tygodni temu. Niestety w tym wypadku eksperyment z naturalnymi produktami okazał się niewypałem. Dlatego powróciłam do swojej dawnej pielęgnacji: szampon+odżywka Kallos w wersji kreatynowej.
Jednak cały czas szukam odżywki czy też maski, która poprawi stan włosów - przede wszystkim nawilży je i nada lekkości. Bo ta szorstkość włosów zaczyna mnie wkurzać. Musicie wiedzieć, że mam manie ciągłego odgarniania włosów - czy to do tyłu, czy za ucho :D

WŁOSOMANIACZKI, może coś polecicie?

Copyright © 2014 Lifestyle, beauty, food by Miritirllo , Blogger